Z Agatą Ławniczak o czteroletniej walce o odzyskanie dobrego imienia rozmawia Andrzej Kaczmarczyk

Agata Ławniczak, dziennikarka radia i telewizji, publicystka, reżyser filmów dokumentalnych a także filmów o sztuce, wykładowca na wyższych uczelniach. Dyrektor ds. programowych w OTVP SA (1994-96), kier. red. publicystyki i reportażu TVP1 (2006-2007). Laureatka wielu nagród, odznaczona srebrnym krzyżem zasługi przez Prezydenta RP za prace dokumentujące prawdę o wydarzeniach Czerwca1956r.

Od wiosny do jesieni roku 2009 na łamach „Gazety Wyborczej” ukazało się kilka artykułów opisujących „towarzysko – finansowy układ” w poznańskim ośrodku TVP. Wcześniej informacje taką podało też radio TOK FM. Według autora Marcina Krzemińskiego miała Pani być częścią tego układu. Po czterech latach ma Pani w ręce nieprawomocny wyrok sądu stwierdzający, że artykuły naruszyły Pani dobra osobiste. Czuje się Pani usatysfakcjonowana?

Marcin Krzemiński był stałym współpracownikiem poznańskiej telewizji – pracował na rzecz serwisu informacyjnego „Teleskop”. Rozstała się z nim dyr. Jolanta Hajdasz, która źle oceniała jego dziennikarską pracę, a ocenę tę podzielał ówczesny kierownik redakcji „Teleskopu”, Przemysław Terlecki. Zatem Marcin Krzemiński przygotowując swą publikację nie był bezstronnym i zatroskanym o dobro publiczne dziennikarzem, tylko byłym pracownikiem telewizji, powodowanym resentymentem.

Zarzut funkcjonowania układu był kuriozalny, poparty jedynie plotkami i kłamstwami. Nie było w OTVP Poznań żadnego układu „towarzysko-finansowego”, nie było – jak donosił – „wielomilionowych malwersacji”. Była natomiast troska o to aby program był jak najlepszy. Efekty tych starań widoczne były na co dzień na ekranie, a potwierdzała je pozycja (2 lub 3) pośród pozostałych Oddziałów. 

Po czterech latach procesowania można oczywiście mówić o satysfakcji, ale zdecydowanie silniejsze jest poczucie trwogi, że plotka jest tak często wystarczającym źródłem informacji dla „dziennikarza” i „wydawcy”.

Sąd uwzględnił część pozwu nakazując autorowi tekstów opublikowanie przeprosin, ale w części pozew oddalił. Co uznał za naganne, a w czym nie przyznał Pani racji?

Sąd uznał, że Marcin Krzemiński gonił za sensacją, podał nieprawdziwe informacji na mój temat w kolejnych publikacjach, nie zweryfikował ich w niezależnych źródłach, a podstawą publikacji stał się anonim, którego wymowę wzmocnił dodatkowo plotkami korytarzowymi.

Sąd oddalił  moje powództwo co do wysokości odszkodowania oraz w odniesieniu do wniosku, aby pozwany usunął wszystkie treści kłamliwych publikacji z Internetu.

Artykuły stwierdzały, że w TVP Poznań kwitł nepotyzm. Gdy Pani piastowała jedno z kierowniczych stanowisk, Pani syn robił dla telewizji scenografię. To fakt.

Byłam Kierownikiem Redakcji Programu Regionalnego i dla programów realizowanych dla tej redakcji mój syn zrobił 5 projektów scenografii, które zrealizował za darmo. Pracował także za darmo wcześniej przy realizacji cyklu na antenę ogólnopolską.

Dlaczego za darmo?

Pracował bez honorarium, ponieważ realizacje dotyczyły programów, które powstawały w redakcji, którą kierowałam. Poza tym on tę pracę ogromnie lubił i nie uważał że na wszystkim trzeba zarabiać. Natomiast później, już za honorarium, syn przygotował projekt  scenografii dla „Teleskopu” i zrealizował go nadzorując każdy etap produkcji, a wiele czynności wykonywał sam i w tym czasie ponosił również koszty (własny telefon, samochód, dojazdy do podwykonawców – szukał dobrych a najtańszych itp.). Prace trwały ok. dwóch miesięcy.

Jest jeszcze drugie oskarżenie, o które muszę zapytać. Autor tekstów twierdził, że członkiem nepotycznego układu był Pani życiowy partner. Czy to prawda?

Miało chodzić o poznańskiego realizatora światła. To pomówienie jest dla mnie jako kobiety i matki szczególnie niegodziwe, bo dotyczy człowieka żonatego!

To oskarżenie miało mnie w sposób szczególny zohydzić w oczach opinii publicznej, a połączenie go z zarzutem o nader wysokich zarobkach rzekomego partnera życiowego jakie miał uzyskiwać dzięki mej pozycji zawodowej, miało mnie ostatecznie pogrążyć i zdyskredytować we wszystkich środowiskach. Tymczasem to było kłamstwo, ów realizator światła nie jest i nigdy nie był moim partnerem życiowym, nie podlegał mi służbowo, nie zawarłam z nim żadnej umowy ani żadnego zlecenia i gdy byłam kierowniczką redakcji, nie miałam z nim jakiejkolwiek relacji finansowej. Mówimy przy tym o wybitnym fachowcu, który – jak zeznał to przed Sądem dyrektor ekonomiczny poznańskiej telewizji, (który pełni tę funkcję od 1994r). – jako realizator światła zawsze tyle zarabiał. Jest jedynym etatowym realizatorem i reżyserem światła w OTVP w Poznaniu, bardzo często angażowanym do realizacji programów ogólnopolskich, nadto w całej telewizji to właśnie ta grupa zawodowa realizacji jest na pierwszym miejscu pod względem zarobków.

Jest Pani doświadczoną dziennikarką. Nie przyszło Pani do głowy, że już sam fakt, że syn wykonuje zlecone prace w firmie gdzie pani jest jednym z kierowników źle wygląda i prasa może go opisać jako naganny?

Owszem, przyszło. W zeznaniach przed Sądem zarówno kierownik redakcji Teleskopu, jak i mój syn oraz ówczesna dyrektor potwierdzili, że protestowałam przeciwko takiemu rozwiązaniu. Dyrektorka uznała jednak, że skoro „Teleskop” nie podlega mi w żaden sposób, ma swego kierownika i jego zastępcę, a cała redakcja bezpośrednio podlega Dyrektorowi – Redaktorowi Naczelnemu, to moja opinia nie ma znaczenia tym bardziej, że syn jest dorosły. Dla niego zaś było to ciekawe wyzwanie zawodowe. Poza tym zmieniała się scenografia studia newsowego TVP Info oraz cała oprawa anteny w kontekście której ówczesna scenografia „Teleskopu”, w ocenie dyrektor wyglądała źle i konieczne były pilne zmiany. Chcę podkreślić, że syn - zarobił 5 tysięcy w dwóch ratach, a nie jak pisano i podawano jako fakt jakoby „wyciągnął z kasy ośrodka 80 tysięcy złotych”. Honorarium jakie otrzymał było wielokrotnie niższe od średniego wynagrodzenia w telewizji za taką pracę. Telewizja więc nie straciła a zyskała, tym bardziej, że koszty całości zostały pokryte przez centralę i nie pochodziły z budżetu poznańskiej telewizji.

TVP dokonała wewnętrznego audytu w tej sprawie. Według niego kierując redakcją programów regionalnych w Poznaniu realizowała Pani odpłatnie audycje dla TVP, które wykraczały poza Pani obowiązki wynikające z umowy o pracę. Posiadała Pani na to zgodę zarządu TVP, ale ta zgoda była niezgodna z wewnętrznymi przepisami telewizji publicznej. Nie wszystko więc w tej sprawie było w porządku?

Prezes wydał zgodę  na odpłatną realizację programu na antenę ogólnopolską, kilku programów mego autorstwa – co nie było sytuacją wyjątkową w praktyce telewizyjnej. Prezes tym samym tą decyzją uchylił wewnętrzny zapis uchwały Zarządu TVP o toku produkcji telewizyjnej, uznał widać, że ma do tego prawo. Od dawna jej niektóre zapisy były uznawane za nieracjonalne i w praktyce telewizyjnej nieprzestrzeganie. Zresztą ten zapis, na który powoływał się audyt, został zmieniony i obecnie wspomniana decyzja byłaby całkowicie zgodna z zapisami. Realizowałam m.in. film dokumentalny (pierwsze zdjęcia były w marcu 2006! kiedy to nie pełniłam żadnej funkcji) dla redakcji warszawskiej, która mi w żaden sposób nie podlegała, zaś Oddział Telewizji w Poznaniu na tym (i na pozostałych moich produkcjach), zarobił! Kosztorys podpisali ówcześni dyrektorzy TVP1, którzy znali doskonale moją zawodową funkcję – co potwierdza tylko, że była to praktyka częsta, a nie jednostkowa. Dość wspomnieć możliwość pracy antenowej zarówno dyrektorów Kanału Sport, jak i TVP1, kierownika Redakcji Wiadomości, czy innych dziennikarzy Anteny. Poza tym również inne osoby w poznańskiej telewizji, mające ten sam co ja typ umowy o pracę, także realizowały odpłatnie programy telewizyjne – ale o nich nie było mowy we wniosku o kontrolę tak samo, jak nie podano w nim faktycznego składu grupy realizacji – część osób świetnie zarabiających pominięto. To wszystko pokazuje jak kreowano zarzuty pod moim adresem.

Minęły cztery lata od publikacji owych tekstów. Jak oskarżenia i długie oczekiwanie na wyrok wpłynęły na Pani zawodową karierę?

Obecna dyrektor poznańskiego Oddziału TVP zlikwidowała moje stanowisko i podjęła 5 prób zwolnienia mnie z pracy, w tym dwie dyscyplinarne. Nie udało się, więc zmieniła mi warunki płacy i pracy czyniąc mnie redaktorką Telegazety z możliwością przygotowywania informacji dotyczących wydarzeń kulturalnych i  „życia Kościoła”. Jako dziennikarka byłam na stanowisku komentatora, a teraz jestem  redaktorem tak, jak gdybym zaczynała swą drogę zawodową i wykonuję pracę praktykanta.

Nie dość, że zostałam oskarżona to jeszcze się procesowałam, co w wielu środowiskach uznane było za niewłaściwe zachowanie zmuszające – ujmując rzecz delikatnie – przynajmniej do dystansu wobec mnie. Niektórzy przestali mnie poznawać, a byli i tacy, którzy zaprzestali dziennikarskiej współpracy ze mną z czystego konformizmu – nagle stałam się trędowata, zepchnięto mnie poza margines zawodowy i finansowy.

Lecz był to też czas potwierdzenia niezwykłych przyjaźni owocujących nie tylko dobrym słowem, ale i czynem wyjątkowym – to dzięki nim przetrwałam.

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl