Z Piotrem Zychowiczem o pojedynku magazynów historycznych rozmawia Błażej Torański.

Piotr Zychowicz, absolwent historii, zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Do Rzeczy", teraz przygotowuje projekt miesięcznika Historia Do Rzeczy”, który niedługo ukaże się na rynku.

Od 2000 roku pracował w „Rzeczpospolitej” jako dziennikarz, później zastępca kierownika działu zagranicznego. Od 2012 roku był wicenaczelnym miesięcznika „Uważam Rze Historia”. 10 kwietnia 2010 roku jako jeden z pierwszych dziennikarzy dotarł na miejsce katastrofy Tu-154. Jest autorem książki „Pakt Ribbentrop-Beck”.

Jacek i Michał Karnowscy zapowiadają wydawanie „W Sieci Historii”, wkrótce wyjdzie „Historia Do Rzeczy”, a przecież jest jeszcze stworzone przez Pana „Uważam Rze Historia”. Jest Newsweek Historia", dodatki Polityki". Dojdzie do pojedynku na magazyny historyczne?

Zapowiada się zdrowa rywalizacja. Konkurencja na wolnym rynku jest dobra dla wszystkich, zwłaszcza dla czytelników. W obecnych czasach może się to wydawać dziwne, jednak dla nas - w redakcji „Historii Do Rzeczy” - pisanie o historii jest nie tylko zawodem, ale przede wszystkim pasją. Mamy przekonanie, że Polacy powinni mieć większy dostęp do informacji na temat dziejów swojego państwa i całej Europy Wschodniej. Jeśli będą więc mieli więcej magazynów historycznych, to chyba dobrze?

Ale przecież Polacy nie rozkochali się w historii z dnia na dzień. Z czego wynika popyt na takie pisma? Z kolejnej fali odzyskiwania tożsamości historycznej?

Nasz naród ma dramatyczną i trudną historię, która przez 44 lata trwania reżimu komunistycznego była zakłamywana. Cenzura czuwała nad tym, aby Polacy nie dowiadywali się prawdy o swoich dziejach. Wydawało się, że po 1989 roku nastąpi rewolucyjna zmiana. Że nagle wszystkie archiwa zostaną otwarte, że zaczniemy wyjaśniać bolesne karty naszej historii i wreszcie dowiemy się pełnej prawdy.

Tymczasem?

O wielu tematach zaczęto mówić, ale nadal wiele pozostało tabu, rozkwitła autocenzura. W ostatnich latach doszło do sytuacji smutnej i absolutnie kuriozalnej: wypychania przez państwo polskie historii ze szkół. A przecież to państwo powinno strzec, aby Polacy, szczególnie młode pokolenie, miało wiedzę o swojej historii.

Deja vu?

W peerelu stał facet z pałą i walił nią tego, kto powiedział, że w Katyniu w tył głowy polskim oficerom strzelali bolszewicy. Dzisiaj działa to inaczej. Na przykład tak, że bardzo wpływowe środowiska związane z …

… ma Pan na myśli „Gazetę Wyborczą”?

… nie chcę robić reklamy konkurencji, więc powiem: z jednym z ważnych dzienników ogólnopolskich (śmiech). Od 23 lat gazeta ta wmawia Polakom, że dobry Polak to jest taki, który patrzy tylko do przodu, na wspaniałą przyszłość zjednoczonej Europy, a nie babrze się w bagnie obleśnych spraw historycznych. Historia – wedle tej narracji – jest nudna, rodem z lamusa. Grzebanie w niej może wywołać bardzo nieprzyjemne objawy i skutki: narastanie patriotyzmu, który, jak wiadomo, łatwo przeradza się w nacjonalizm.  A nacjonalizm tym ludziom kojarzy się od razu z rzucaniem kamieniami w okna w żydowskich sklepach. Środowiska te żyją w ułudzie, w traumatycznych obawach, które nie mają związków z rzeczywistością. Środowiska te niepokoi także fakt, że poznawanie historii może sprowokować Polaków do zadawania pytań. A zadawanie pytań jest w Polsce …

… kłopotliwe?

Niepoprawne politycznie. Szczególnie, kiedy duża część środowisk opiniotwórczych kształtujących dzisiaj Polskę i prowadzących  tę kampanię wywodzi się z obozu wspierającego niegdyś sowieckich okupantów. Przede wszystkim przez korzenie rodzinne – wielu ojców i innych członków rodzin tych ludzi wspierało kolaboracyjny reżim współpracujący z mocarstwem ościennym, współpracujący  z zaborcą  - Związkiem Sowieckim. Wobec Polaków ci ludzie zachowywali się często paskudnie. Mało tego, są przypadki, że osoby żyjące do dzisiaj  mają coś na sumieniu. Na przykład prof. Zygmunt Bauman, który jest ostatnio guru i „autorytetem moralnym”, a był niegdyś w aparacie przemocy państwa komunistycznego. Wreszcie wielu ludzi, którzy chodzą dziś w glorii i chwale, są filarem życia intelektualnego i pouczają wszystkich na lewo i prawo, współpracowało z tajną policją komunistyczną, czyli czerwonym gestapo. Kiedy Polacy wnikliwiej interesują się historią, wszyscy ci ludzie zaczynają się czuć zagrożeni. Każą nam spoglądać w przyszłość, ponieważ boją się rozliczeń i kłopotliwych pytań.  Ta historyczna amnezja ma tylko jeden wyjątek.

Jaki?

Sytuacje, w których Polacy zachowywali się brzydko wobec Żydów. Wtedy nagle cała machina propagandowa się przestawia i nagle ci sami ludzie przekonują nas, że trzeba szarpać rany, wyjaśniać ciemne strony, mówić sobie w oczy przykre prawdy. Ta pozorna niekonsekwencja wynika z tego samego motywu: chęci przeczołgania Polaków, wykazania ciemnemu polactwu, że zajmując się historią może tylko znaleźć w niej powody do wstydu.

Strach przed utratą władzy, wpływów. Ale jaka jest tajemnica sukcesu stworzonego przez Pana pisma „Uważam Rze Historia”? Jego średnia sprzedaż sięgała 88 tysięcy egzemplarzy.

Niektóre numery sprzedawały się niemal w stu tysiącach. Jaka przyczyna? Po 44 latach komuny przez kolejne 23 lata Polacy byli poddawani terapii leczenia z historii.  Mam wrażenie, że środowiska opiniotwórcze, które prowadziły tę kampanię po prostu grubo przesadziły. Ludzie się wściekli, bo chcą znać prawdę o przeszłości swojego państwa i narodu. Nie godzą się na to, żeby jakieś wątpliwe „autorytety moralne” umoczone w komunizmie decydowały o jakich wydarzeniach wolno im wiedzieć, a o jakich nie. To jest moim zdaniem sekret sukcesu „Uważam Rze Historia”.

Jak Pan postrzega szanse „Historii Do Rzeczy”, kiedy wyraźnie wzrasta konkurencja w tym segmencie?

Mogę tylko zagwarantować czytelnikom, że ten sam zespół, który tworzył do niedawna „Uważam Rze Historia”, a teraz redaguje „Historię Do Rzeczy”, będzie to robił z taką samą pasją jak dotychczas. Mogę zagwarantować, że będziemy starali się wywabiać wszystkie białe plamy naszej historii, nie będziemy się bali, że przylepią nam łatkę „oszołomów”, nie będziemy uznawali żadnych sztucznie stworzonych tabu. A przede wszystkim będziemy tworzyli ciekawe pismo. Mam nadzieję, że czytelnicy nie zawiodą się nową odsłoną naszego miesięcznika.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl