Z Markiem Chylińskim o zarzucie agenturalności, infamii i autolustracji, rozmawia Błażej Torański.

Marek Chyliński, rocznik 1960, doktor nauk humanistycznych, absolwent nauk politycznych i dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim. Zaraz po studiach związał się z "Dziennikiem Zachodnim" i w latach 1997-2004 był redaktorem naczelnym tego największego dziennika regionalnego w Polsce. W 2005 roku współtworzył Instytut Dziennikarstwa Polskapresse w Warszawie. Obecnie jest adiunktem w Instytucie Politologii Uniwersytetu Opolskiego, gdzie wykłada dziennikarstwo, komunikację społeczną i stosunki międzynarodowe. W 2008 roku wydał (jako współautor wraz ze Stephanem Russ-Mohlem) książkę "Dziennikarstwo".

 

Miał Pan kiedykolwiek kontakty ze Służbą Bezpieczeństwa?

Nie, nigdy nie miałem kontaktów. Mówiłem o tym przed prokuratorem Instytutu Pamięci Narodowej i w procesie, przed sądem, który zadał to samo pytanie.

Czy zarejestrowano Pana bez Pańskiej wiedzy, jako TW Aleksander?

W czerwcu 2009 roku dowiedziałem się, że  karta informacyjna zawierająca moje dane istnieje. Odkrył ją w zasobach IPN dziennikarz Tomasz Szymborski i napisał o tym do mojego pracodawcy, a później na blogu.

Co Pan czuł przez ostatnie dwa lata, kiedy ciążyło nad Panem widmo TW?

Nie chcę mówić o swoich uczuciach. O tym mogę rozmawiać z rodziną, ewentualnie przyjaciółmi. Może Pan się domyślić, jakie to było dla mnie uczucie.

Nie wiem, nigdy nikt nie postawił mi takiego zarzutu. Nie ciążyła nade mną taka infamia.

No tak, ciążyła na mnie infamia. Jej autorem był Tomasz Szymborski  i proponuję na tym zakończyć.

Tyle tylko, że Tomasz Szymborski nigdy nie nazwał Pana kapusiem czy tajnym współpracownikiem. Pisał tylko, że był Pan zarejestrowany, a to nie oznacza jeszcze, że Pan faktycznie współpracował.

Tomasz Szymborski próbuje teraz odwrócić kota ogonem. Niby mówił tylko, że zostałem zarejestrowany. Otóż nie. To jest z jego strony manipulacja, dezinformacja i nadużycie. W swoich publikacjach wskazywał bowiem na moje związki ze służbami specjalnymi, pisał „problem polega na tym, że red. (…) i red. Chyliński nie ujawnili kontaktów ze Służbą Bezpieczeństwa”, a więc wskazywał, że takie kontakty miałem,  pisał o z „trudem zdobywanej wiarygodności zawodu”,  o „przestrzeganiu umowy  zawartej niegdyś z SB”.  Kiedy zapadł  oczyszczający mnie wyrok sądu także nie sprostował i nie przeprosił i taką jego postawę  potępiła  w swoim stanowisku Rada Etyki Mediów. W tekście „Polskapresse zwalnia dziennikarzy, ale toleruje TW” napisał, cytuję: „bez problemu można odnaleźć donosy tegoż agenta w innych dokumentach”.  Słowo „agent” ma w tym przypadku jednoznaczny wydźwięk. Dziennikarz, który pragnie drugiego dziennikarza w ten sposób oczernić, znieważyć, przypisać mu najgorsze cechy donosiciela i współpracownika, przede wszystkim powinien dostarczyć dowody współpracy.  A przecież nie ma żadnych dowodów współpracy. Jest tylko, jak orzekł sąd, fikcyjna  karta  informacyjna. Żeby być tajnym współpracownikiem trzeba według Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego wypełnić pięć zasadniczych warunków. W moim przypadku nie został wypełniony ani jeden.  Prowadzący moją lustracje pion śledczy IPN  stwierdził, że „nie znaleziono żadnych dowodów na materializację współpracy”, a sąd  - cytuję - orzekł: „Na podstawie materiału dowodowego zebranego w niniejszej sprawie sąd nie dopatrzył się w zachowaniu Marka Chylińskiego wypełnienia ani jednej z cech definicji współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa”. 

W maju tego roku Sąd Okręgowy w Katowicach uznał, że nigdy nie współpracował Pan ze Służbą Bezpieczeństwa. Równocześnie stwierdził, że  był Pan zarejestrowany jako TW Aleksander, lecz rejestracja ta była „całkowicie fikcyjna”.  Tomasz Szymborski zawsze jednak twierdził, że był Pan zarejestrowany, co nie oznacza jeszcze współpracy.

Zacytuję więc Panu fragment  tekstu  tego autora. „Bez problemu można znaleźć donosy tegoż agenta w innych dokumentach”. To jest kluczowe stwierdzenie. Obowiązkiem dziennikarza było znaleźć te donosy. Po to poddałem się autolustracji, aby te zarzuty wykluczyć. Czy Pan ma świadomość, co oznacza procedura autolustracji?

Nigdy nie byłem w tak klaustrofobicznej sytuacji.

Ale czy zna Pan przypadek dziennikarza - oprócz Małgorzaty Niezabitowskiej, która jest zresztą bardziej politykiem, aniżeli dziennikarzem -  który poddałby się autolustracji?  Ja nie znam drugiego przypadku, aby dziennikarz wystąpił o autolustrację, ale uznałem, że taki krok jest niezbędny. To jest procedura karna. Za złożenie niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego są konkretne konsekwencje. Jestem pracownikiem naukowym, wykładowcą i złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego ściągnęłoby na mnie konkretne skutki. Zakaz zajmowania stanowisk publicznych do 10 lat itd. Rozpoczynając procedurę autolustracji miałem pełną świadomość, na co się narażam.

Czy spotkał się Pan z jakąś reakcją ze strony studentów?

Tak. Jedna z moich studentek, dziennikarka Radia Opole, spytała mnie, jak skomentuję fakt, że zostałem zarejestrowany. Potem bardzo solidnie i rzetelnie z tego wybrnęła, bo natychmiast po komunikacie IPN opublikowała wyjaśnienie.

Czy istniała możliwość, aby ktoś został zarejestrowany jako TW bez zgody i wiedzy?

Historyk IPN Wojciech Sawicki, który pisze książki na temat współpracy, na podobne pytanie odparł, że „TW najczęściej byli rejestrowani bez swojej wiedzy i zgody”. Powiedział też, że rzucać podejrzenie jest bardzo łatwo, dowieść dużo trudniej.

Dlaczego Pana fikcyjnie zarejestrowano?

Nie znam odpowiedzi. Nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Nigdy nie miałem kontaktu ze Służbą Bezpieczeństwa.

Czy poda Pan Tomasza Szymborskiego do sądu?

Tak.  Będę się domagać sprostowania nieprawdziwych, szkalujących mnie informacji i sugestii oraz przeproszenia publicznego.

Ale co to oznacza? Lech Wałęsa też żąda od Krzysztofa Wyszkowskiego tylko przeprosin, ale ich koszty szacuje się na 200-400 tys. zł.

Żeby założyć sprawę cywilną, trzeba wskazać szkody, jakie poniosła ofiara przestępstwa prasowego, zniesławienia. W moim przypadku te szkody są trudne do oszacowania, są ogromne. Zadecyduje o tym prawnik.

 

 

 

 

 

 

 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl