Z Markiem Palczewskim o aferze „News of the World”, sile tabloidów i ich czytelnikach rozmawia Marek Palczewski, autor rozdziału o tabloidyzacji newsa w książce News i dziennikarstwo śledcze wobec wyzwań XXI wieku.

 


Czy afera z „News of the World” oznacza koniec panowania tabloidów na rynku brytyjskiej prasy?

Na pewno nie. Nie widać, żeby inne tytuły, takie jak „Daily Mirror”, czy „Daily Mail” znacząco ucierpiały, a być może nawet zyskają na aferze za jakiś czas, bo zwiększyło się zainteresowanie tabloidami w myśl zasady Oskara Wilde'a : tylko jedna rzecz jest gorsza niż gdy o nas mówią, a mianowicie, gdy o nas nie mówią.

Co zawiodło w przypadku zamkniętej już gazety: reguły etyczne, prawne, przekroczono naraz zbyt wiele granic?

To był splot okoliczności. Z jednej strony to wszystko o czym pan wspomina plus skala podsłuchów, plus uwikłanie polityczne. Proszę zauważyć, że przy okazji można zaszkodzić rządowi Davida Camerona, jako współodpowiedzialnemu za aferę. Skandalem jest już to, że kontaktował się z ludźmi wewnątrz gazety. Wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby w Polsce taka sprawa dotyczyła jakiejś gazety bliskiej Jarosławowi Kaczyńskiemu czy Donaldowi Tuskowi. Strona przeciwna nie zostawiłaby na nich suchej nitki. Przecież kilka lat temu wiadomo było o podsłuchach. I co? Prawie nic. Skazano jednego dziennikarza i jednego detektywa, ale to nie zaszkodziło gazecie. Teraz widzimy, że to był system dobrze funkcjonujący przez całe lata. Tylko pytanie: czy to jest kostka domino, i kto następny?

Ma pan swoje typy?

Niestety, z perspektywy polskiej nie umiem tego przewidzieć.

Skąd pochodzi siła tabloidów w Wielkiej Brytanii? Są tam mocniejsze niż tabloidy amerykańskie w USA. A przecież w Anglii na rynku medialnym są choćby takie tytuły jak „The Guardian”, „The Times”, „The Independent”, nie mówiąc już o potężnym nadawcy publicznym - BBC.

To uświęcona tradycja. Wielka Brytania jest kolebką tabloidów (Daily Mail – od 1896 r.; Daily Mirror – od 1903 r. - red.) Anglicy byli od wieków rozdyskutowani, to tam w 18. wiecznych tawernach, tak zwanych coffee-housach rozmawiano przy okrągłych stołach o newsach ze świata. Z tą tradycją zlała się filozofia liberalna i pojęcie demokracji, do której dopuszczeni są wszyscy członkowie społeczeństwa, nawet ci, którzy nie są zbyt inteligentni, ale to wynikało z zasad tolerancji, liberalizmu i brytyjskiego utylitaryzmu. John Stuart Mill, publicysta i filozof, mówił, że w każdej, nawet błędnej i na pozór głupiej wypowiedzi może być ziarno prawdy. Jeśli tak, to należy do głosu dopuścić każdego.

W polskim medioznawstwie w zasadzie tabloidy są potępiane w czambuł. W medioznawstwie anglosaskim sprawa nie jest tak jednoznaczna. Badacze wskazują na demokratyzację dyskursu, poszerzenie bazy społecznej, do której trafiają gazety-tabloidy, walkę z dominującym sposobem postrzegania świata, obowiązującym w poważnym mediach, czy też na oddanie głosu grupom wykluczonym z tzw. mainstreamu. Może więc nie należy opluwać jakiejś gazetę tylko dlatego, że jest tabloidem?

Należy się przyjrzeć jaki to jest tabloid, bo przecież jeżeli pisali w nim lub piszą tacy dziennikarze, jak Maciej Rybiński, Łukasz Warzecha (w „Fakcie”), czy Wiktor Świetlik (w SE), to już ich obecność powinna gwarantować odpowiedni poziom, przynajmniej niektórych rubryk. Zatem to, że zobaczymy na pierwszej stronie krzykliwe tytuł, banalne treści, czasem i szczucie na urzędników, nie powinno przekreślać wszystkiego co może być dobre w tabloidach, a więc na przykład szybkich newsów, interesującej publicystyki, podglądania polityków w sytuacjach prywatno-publicznych czy udanych prowokacji dziennikarskich.

Czy w świetle ostatniej afery można mieć nadzieję, że tabloidy da się „ucywilizować”? A może to nie jest potrzebne, bo przecież tabloidy i tak mają swoich wiernych czytelników i widzów?

Cywilizować w sensie takim, żeby tabloidy dbały o czystość i poprawność języka – zgoda. Ale czy wtedy będą miały nadal obecnych czytelników? W to wątpię, bo ich siła opiera się właśnie na tym, że są adresowane do mniej wymagającego czytelnika, który bardziej lubi przeglądać prasę niż ją czytać. Ale – powtarzam – znajdują się tam również rubryki i dla bardziej wyrobionego odbiorcy.

Czytać zatem tabloidy, czy nie?

Czytać, ale z dystansem, czasem jako ciekawostkę zawierającą inny, nieoficjalny punkt widzenia, zrywający z polityczną poprawnością czy obowiązującą ideologią. Trzeba jednak pamiętać, że tabloidom mniej zależy na tym, by nas edukować, a bardziej by nas rozhuśtać emocjonalnie i tym samym związać ze sobą emocjonalnym węzłem gordyjskim. Ale myślę, że tego mogłaby się nauczyć od nich tak zwana prasa opinii, by zwiększyć swoją codzienną sprzedaż.


 

Rozmowa nieautoryzowana

15 lipca 2011

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl