Z Beatą Zalot o wygranym procesie z senatorem PiS i artykule 212 kodeksu karnego, rozmawia Błażej Torański.

Beata Zalot – Tomalik – dziennikarka, redaktor naczelna „Tygodnika Podhalańskiego”. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie  Jagiellońskim w Krakowie. Pastele, fotografia i podróże – to jej główne pasje. Na swoim koncie ma kilkanaście wystaw indywidualnych. Jest autorką tomików poezji: „Przesyłki ciszy”, „Pomiędzy” i „Szepty”.

Rodowita góralka (po mamie z rodu Gąsieniców). Mieszka w Gronkowie koło Nowego Targu. Więcej: www.pastele.pl


 

Czy wczorajsza wygrana "Tygodnika Podhalańskiego" w procesie cywilnym z senatorem PiS Tadeuszem Skorupą zapowiada to samo w procesie karnym?

Mam nadzieję, że będzie podobny wyrok. Gdybyśmy ten proces przegrali, to moja praca dziennikarska straciłaby sens.

Opisaliście, jak Skorupa żalił się, że zarabia w Senacie "psie pieniądze", które wystarczą tylko na paliwo i garnitur. Cała Polska słyszała, jak pyta sąsiada biznesmena: "Coś ty k***a oc**piał?". Mówił  "Cofnij temat, niech ch*j on kupuje".

Wszyscy zapamiętali te wulgaryzmy i to, jaki ma stosunek do pracy w parlamencie. Ale sprawa zaczęła się od wiatraków. Senator próbował wymusić na sąsiedzie  – biznesmenie, by ten pozwolił mu postawiać elektrownie wiatrowe na swojej działce a jednocześnie lokalną społeczność przekonywał, że walczy o boisko szkolne.  Najważniejsze, co ujawniliśmy, to była jego prywata.

W procesie cywilnym dziennikarzowi jest łatwiej. Nie musi udowadniać, że podał prawdę. Wystarczy, że  dochował należytej staranności i był rzetelny. Orzeczenie nowosądeckiego sądu nie mogło być inne. O wiele trudniej pójdzie Wam z 212 kk.

Ale jest to zielone światełko. Mamy kilkanaście procesów, w tym kilka karnych, właśnie z artykułu 212. Niestety, ten paragraf pozwala zastraszać dziennikarzy, traktować ich na równi z przestępcami. Jest to forma cenzury, zwłaszcza w gazetach lokalnych. Nie mamy bowiem za sobą - jak wielkie redakcje - ani sztabu prawników, ani wielkiego kapitału. Takie procesy zniechęcają do podejmowania trudnych tematów. Bezpieczniej pisać o festynach, aniżeli o sprawach społecznie drażliwych, które niosą ryzyko takich procesów.

Pani zdaniem 212 narzuca autocenzurę?

Na pewno działa zniechęcająco i na wydawcę, i na dziennikarzy.

Opowiada się Pani za zniesieniem tego artykułu?

Zdecydowanie tak, co nie znaczy, że nie należy walczyć z nierzetelnością dziennikarzy. Ten artykuł niestety czyni więcej zła niż dobra. Jest niebezpieczny dla społeczeństwa obywatelskiego, dla demokracji.

Zdaniem dziennikarki i prawniczki dr Joanny Taczkowskiej art. 212 zdecydowanie zmusza do większej staranności, dbałości o słowo, unikania skrótów. A przy tym i tak nie osłabia możliwości zdecydowanej oceny osoby czy instytucji.

Nie odmawiam tych racji, ale negatywne skutki są o wiele większe.

W przypadku opinii gołosłownych, niepopartych faktami, tylko proces karny daje szansę dowiedzenia prawdziwości twierdzeń. Może więc to być szansa dla obu stron, także dziennikarzy.

Jest wiele innych możliwości ścigania nierzetelnych dziennikarzy. Kary orzekane w sądach cywilnych też są dotkliwe. Nie ustawiają natomiast dziennikarza na równi z bandytami.

Wolność słowa nie oznacza jednak mówienia wszystkiego o wszystkich, jak bywa w Internecie. Jak w znanym przypadku internauty, który nazwał urząd „burdelem na kółkach”.

Nawet w naszej redakcji jesteśmy podzieleni, jeżeli chodzi o Internet. Uważam, że fora, na których się komentuje, dają szanse anonimowości. Niektórym wydaje się, że można wszystko o wszystkich napisać. W tak skrajnych sytuacjach, jak nazwanie urzędu „burdelem na kółkach” czy obsmarowaniu osób publicznych, powinno się ujawniać dane internautów i zdecydowanie ścigać ich.

W przypadku zniesienia 212 każdy będzie mógł o władzy pisać, co chce. A przecież ludzie władzy też mają swoją cześć i godność.

Każdy ma prawo do wyrażenia swojej opinii, ale krytyka ma także swoje granice.

„Tygodnik Podhalański” ma inne procesy z 212?

Tak. Przywołam śmieszną historię. Pisałam kiedyś o polityce kulturalnej Urzędu Miasta w Zakopanem, o rozdzielaniu publicznych pieniędzy poza konkursami. Po tym artykule zorganizowano spotkanie o finansowaniu imprez. Jeden z uczestników zaapelował do burmistrza, aby zareagował na mój artykuł, zdyscyplinował dziennikarzy. Argumentował, że nie można tak pisać o urzędnikach.  Po mojej relacji z tego spotkania, ten pan przysłał „sprostowanie”. Zaprzeczył, by próbował dyscyplinować. Twierdził też, że występował jako prywatna osoba, a nie członek Klubu Zamoyskiego. Ten klub, do niedawna piastujący władzę w Zakopanem,  wojuje z Tygodnikiem i szuka przeciwko nam różnych kruczków prawnych. Opublikowałam jego opinie w rubryce listów. Zaraz po tym oskarżył mnie z 212 (śmiech). Ten paragraf służy więc także do walki z dziennikarzami i redakcjami.

 

 

 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl