Z Mirosławem Usidusem o Rzeczpospolitej On Line na równi pochyłej rozmawia Błażej Torański.

Mirosław Usidus, dziennikarz, bloger, przedsiębiorca. Weteran internetowych mediów, smakosz życia w sieci. Właściciel firmy iEM, przewodnik firm w świecie internetowych społeczności. Współtwórca  „Rzeczpospolitej On Line”, pracował też w TVP. Publikuje w gazetach, na blogach i w serwisach społecznościowych.

Kilkanaście lat temu tworzył Pan „Rzeczpospolitą” w sieci. Zagląda Pan jeszcze na www.rp.pl?

Odwiedzam czasami rp.pl jako stały użytkownik, ale innych serwisów nawet nie znam.

Wie Pan, że główny serwis „Rzeczpospolitej” stracił przez ostatni rok 95 tysięcy realnych użytkowników i aż 5,1 mln odsłon? Inne serwisy – „Uważam Rze”, „Przekroju” czy „Sukcesu” – cieszą się wyjątkowo małym zainteresowaniem.

To jest ogromna strata, ale winy za to nie ponoszą obecni właściciele i kierownictwo Presspubliki. Oni oddziedziczyli problem, który narasta od lat. Byłem świadkiem, kiedy to się zaczęło. Rzeczpospolitą On Line zaczęliśmy rozwijać bardzo wcześnie, w 1996 roku.

Mądrzy wydawcy od dawna inwestują w sieć.

Mądrym wydawcą jest Agora, ale w 1997 roku to „Rzeczpospolita” miała najlepszą gazetę internetową.  Mieliśmy najwięcej czytelników, 60 proc. ze Stanów Zjednoczonych, w Polsce mało kto miał Internet. Ale i skale były inne. Wtedy do konkurencji przystąpiła Agora. Weszła w sieć odważnie, z dużą wyobraźnią.

Kilkanaście lat temu „Rzeczpospolita” byłą jedną z najsilniejszych gazet w papierze i w sieci. Dlaczego teraz znalazła się na takiej równi pochyłej?

Nie wiązałbym jednak strat w papierze z biznesem w sieci. Ucieczka czytelników od papieru występuje stale od wielu lat, dotyczy wszystkich tytułów i zmiany właścicielskie w „Rzeczpospolitej” albo zawirowania polityczne, zmiany profilu, nie mają tutaj zasadniczego znaczenia. W dobrze prowadzonym biznesie przy malejącej sprzedaży egzemplarzy papierowych powinien wzrastać biznes internetowy.

Presspublica zaniedbała inwestycje w sieci?

Grzechy popełniła już w pierwszych pięciu latach rozwoju Internetu. Wynikały one z chorej struktury właścicielskiej, gdzie 49 proc. należało do Skarbu Państwa, konkretnie do Państwowego Przedsiębiorstwa Wydawniczego „Rzeczpospolita”, a pozostałe 51 proc. kolejno do francuskiego Hersanta, norweskiej Orkli i brytyjskiego Mecomu . Wspólnicy przez lata się kłócili. Spółka była sparaliżowana. Wtedy inne serwisy rozwijały się: Agora weszła na giełdę, a Telekomunikacja Polska zainwestowała w Wirtualną Polskę. To były ogromne inwestycje. Także w przypadku Rzeczpospolitej On Line rozważany był projekt wejścia wydzielonej spółki internetowej na giełdę, ale na planach się skończyło. Nie było ze strony współwłaścicieli żadnych strategii, decyzji, inwestycji.

Ale to już jest historia. Czy straconych lat nie da się nadrobić?

Teraz moim zdaniem jest za późno, bo biznes internetowy, jak urodzinowy tort, jest już dawno podzielony. Teoretycznie wprawdzie wszystko jest jeszcze możliwe, ale Grzegorz Hajdarowicz musiałby zainwestować ogromne pieniądze. Pytanie, czy tego chce, widzi w tym sens i chce dołączyć do innych spółek prasowych. Bo weźmy choćby taki Infor. Konsekwentnie robią swoje, rozwijają ekosystem internetowy, mają wizję, strategię opierania biznesu internetowego na poradnictwie prawnym. W „Rzeczpospolitej” też mieliśmy taki pomysł, aby sprzedawać w sieci treści prawnicze i biznesowe, można rzec – użytkowe, ale kulała faza realizacji, głównie z powodu braku determinacji sterników spółki i braku prawdziwych inwestycji. Dzisiaj nie doradzałbym już Grzegorzowi Hajdarowiczowi inwestowania w „Rzeczpospolitą On Line”, bo byłaby to bardzo niepewna inwestycja. Miliony trzeba było łądować w ten biznes pod koniec lat 90.

Czy to oznacza, że „Rzeczpospolita” jest pierwszym – wśród wielkich tytułów – skazanym na likwidację?

No właśnie. Jestem zdania, że zwijający się biznes papierowy nie musi oznaczać likwidacji tytułu. Może to być przepompowanie powietrza, inwestycji, pieniędzy. „Rzepa” nie bardzo ma co, i gdzie przerzucać. Wygląda to wyjątkowo marnie. Dla porównania sytuacja Agory jest diametralnie odmienna. Gazeta.pl jest sama w sobie wielką marką, odrębną od „Gazety Wyborczej”. Ma wiele serwisów tematycznych, rozbudowany biznes. I być może Internet uratuje byt samej Agory, gdyż wydawca nie musi swojej przyszłości uzależniać od losu papieru.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl