Z Bronisławem Wildsteinem, laureatem nagrody SDP, rozmawia Błażej Torański.

 

Bronisław Wildstein, rocznik 1952, pisarz, publicysta, absolwent polonistyki UJ, współtwórca i rzecznik Studenckiego Komitetu Solidarności (1977), autor prasy niezależnej. Zaangażowany w tworzenie NZS-u i Solidarności. W latach 1982-1990 mieszkał w Paryżu, był korespondentem RWE i współtwórcą miesięcznika „Kontakt”. Autor programów telewizyjnych, do niedawna publicysta „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Uważam Rze”. W latach 2006-2007 prezes Telewizji Polskiej. Autor wielu książek eseistycznych, zbiorów opowiadań oraz powieści. Laureat m. in. Nagrody im. Józefa Mackiewicza za powieść Dolina nicości (2008). Ostatnio opublikował powieść „Ukryty” (2012).

Za artykuł „Polska, antysemityzm, lewica”, opublikowany w krakowskim miesięczniku „Arcana” otrzymał Nagrodę SDP im. Jerzego Zieleńskiego.

 

 

Czy kiedykolwiek spotkałeś się z reakcjami antysemickimi?

Pewnie, że się spotkałem. Ale co z tego? Antysemityzm w Polsce wyraża się na różne sposoby, jednak – pytanie – na ile jest w stanie wyznaczać postawy zbiorowości? Zawsze są tacy, którzy próbują interpretować rzeczywistość w najprostszych kategoriach. Dzielić ludzi na swoich i obcych. Ktoś, kto ma krew żydowską, jest obcym. Ale czy oni wyznaczają postawy Polaków? Nie wyznaczają.

W artykule „Polska, antysemityzm, lewica” - opublikowanym w miesięczniku „Arcana” i nagrodzonym przez SDP - napisałeś, że środowisko „Gazety Wyborczej” od swojego powstania rozpoczęło walkę z polskim antysemityzmem: tropiło jego pozostałości i rozliczało z niego polską tradycję. Czy nie była to walka z demonami?

Wręcz przeciwnie, było to budzenie demonów. Nie twierdzę, że w Polsce nie istnieją przejawy antysemityzmu czy środowiska, które go kultywują. Ale nie ma drugiego takiego ośrodka w Polsce, który tak bardzo przyczyniłby się do odrodzenia antysemityzmu w Polsce, jak „Gazeta Wyborcza”. Na ile jest to działanie świadome? To bardzo szlachetne walczyć z antysemityzmem, ale jeśli, im go mniej, tym intensywniej się go szuka, jeśli działanie to ma służyć zawstydzaniu całej zbiorowości i obrzydzaniu jej tożsamości - to zastanawia. Przed wojną konflikt realnie istniał, bo Żydzi stanowili dużą mniejszość, odmienną kulturowo, religijnie i napięcie musiało być. Byłoby w każdym kraju i każdej kulturze.

W przedwojennej Polsce, ale i w Europie narastał antysemityzm.

To były najbardziej gwałtowne konflikty, nie dało się ich uniknąć. Nie chodzi o to, aby je z perspektywy czasu usprawiedliwiać. Trzeba je zrozumieć. Tymczasem teraz, kiedy w Polsce Żydów już prawie nie ma - poza jednostkami, małymi grupkami – tropi się w kulturze polskiej ślady antysemityzmu, nie tyle, aby go wykorzenić, co zmienić samą kulturę.  Kulturę polską poddaje się cenzurze, która ma wyciąć wszelkie przejawy, najmniejsze sugestie antysemityzmu, z którym zaczyna być ona w całości utożsamiana.

To jest pokraczne i przeciwskuteczne. Jeśli ludzi, którzy nie mają złych intencji w kółko wali się w łeb obuchem antysemityzmu, oskarża o niezawinione winy i wymaga, aby się ciągle usprawiedliwiali, to prowokuje. Naturalnym odruchem u atakowanych jest wyrastanie rzeczywiście antysemickich postaw. Niesprawiedliwie oskarżani reagują nieracjonalnie i identyfikują zachowania Żydów z takimi grupami, jak „Gazeta Wyborcza”.

Czy język nienawiści w przestrzeni medialnej będzie narastać?

Już strasznie narósł. Język nienawiści propagują dominujące w Polsce ośrodki opiniotwórcze w tym media. Paradoks polega na tym, że równocześnie mówią, że należy walczyć z językiem nienawiści, tworzyć normy prawne, które go wyrugują itd.

Hipokryzja.

To nie jest zwykła hipokryzja, chociaż jej natężenie jest tak silne, że trudno ją wytrzymać. To walka o swoje interesy. Dominujące w Polsce ośrodki medialne próbują w ten sposób eliminować wszystkich krytyków, wypychać ich ze sceny publicznej.

Wtłaczać do skansenów?

To jest bardzo znamienne: nie prowadzi się debaty medialnej, tylko stygmatyzuje krytyków. Język nienawiści czasami zdumiewa. Stefan Bratkowski, honorowy prezes SDP, wyraził niedawno nadzieję, że „horda publikująca w ‘Urze’, ‘Gazecie Polskiej’ czy mediach o. Rydzyka, stanie się przyzwoitymi dziennikarzami”.  Powiedział tak m.in. o dziennikarzach „Uważam Rze”, którzy stworzyli swój tygodnik, odnieśli wielki sukces prasowy i odebrano im pismo, wyrzucono naczelnego za pośrednictwem pseudobiznesmena Grzegorza Hajdarowicza. Oni odeszli w nieznane, rezygnując z należnych im pieniędzy. Teraz słyszę, jak Stefan Bratkowski mówi, że czeka nas godzina prywatnego wstydu, zostaniemy poddani „denazyfikacji", aż odkryjemy, że coś z nami było nie w porządku. Użył słowa „denazyfikacja”! Równocześnie ciągle opowiada, że opozycja w Polsce przypomina mu nazistów, faszystów. Nie ma żadnych racjonalnych uzasadnień, nie powołuje się na żadne przykłady. Jemu tak się to kojarzy…

Bratkowski reprezentuje dominujący dzisiaj gatunek ludzi mediów, którzy na sztandarach noszą tolerancję, czyli zgodę na głoszenie innych poglądów. Tymczasem swoich krytyków i konkurentów nazywają faszystami i chcą ich unicestwić, wyrzucić z obiegu publicznego, pozbawić możliwości wypowiadania się, zdezawuować. Chcą naznaczać. Kto jest rzecznikiem mowy nienawiści? Naziści też mówili, że bronią się przed Żydami.

Jaka będzie Telewizja Republika, której właśnie zostałeś redaktorem naczelnym?

Będzie wprowadzać pluralizm, trzymać się standardów, czyli pokazywać rzeczywistość taką, jaka jest, budować hierarchię nie na zasadzie politycznych i ideologicznych sympatii. Ale przede wszystkim będzie alternatywą dla jednolitego chóru medialnego, który powoduje, że nie mamy żadnej debaty. Zamiast dialogu są monologi rozpisane na głosy, manipulacja i mistyfikacja, przemilcza się ważne informacje itd. Ten stan rzeczy woła o stworzenie alternatywy.

Będzie to konkurencja dla Telewizji Trwam?

Nie, „Trwam” jest telewizją religijną, my chcemy robić inną. Chcemy być konkurencją dla takich stacji, jak TVN 24, Polsat News czy TVP Info. Udowodnimy, że te stacje nie pokazują realnej rzeczywistości, ale manipulują nią.

Dominować będzie publicystyka?

Raczej tak i dużo informacji. Pełnej informacji na początku nie będziemy w stanie zbudować, bo jest ona potwornie droga. Ale jest: w agencjach informacyjnych, w Internecie. Zwrócimy się do naszych widzów z pytaniem, co dla nich ważne? Co proponują? Będzie publicystyka kulturalna, ekonomiczna itd.

Macie analizy, jak duże jest zapotrzebowanie na taką telewizję?

Zleciliśmy instytutowi Homo Homini badania wśród odbiorców telewizji kablowej i satelitarnej. 27 proc. wyraziło zainteresowanie tą telewizją, 20 proc. zadeklarowało, że będzie ją kupowało. W punkcie wyjścia przekracza to zdecydowanie nasze oczekiwania, ale będziemy walczyć o większą widownię.

Jaką masz pewność, że dostaniecie od KRRiT koncesję?

Szczerze powiedziawszy mało mnie to interesuje w tym sensie, że urzędnicy po dostarczeniu odpowiednich papierów powinni po prostu nam ją dać. Oni nie są od decydowania, kto ma prawo w Polsce nadawać. Jeśli z powodów ewidentnie politycznych pojawi się opór, to przecież żyjemy w Unii Europejskiej i będziemy nadawać np. na koncesji angielskiej. W Anglii jest to rutynowa procedura, trwa kilka dni. Jan Dworak nie jest w stanie nas zablokować.

  

 

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl