Z Jarosławem Gugałą o zmianach w dziennikarstwie, o rozumieniu prawdy i o Internecie rozmawia Marek Palczewski.
Jarosław Gugała (rocznik 1959), filolog polski, iberysta, dr ekonomii, muzyk, dziennikarz i dyplomata.
Zaczynał pracę w 1989 r. w „Wiadomościach” TVP1. W 1992 objął funkcję dyrektora I programu TVP, a potem dyrektora TAI (do 1995 r.) W latach 1999-2003 był ambasadorem Polski w Urugwaju. Od 2003 w Polsacie. Był m.in. dyrektorem Pionu Informacji i Publicystyki Polsatu. Od 2005 do 2007 prowadził poranki w TOK FM. Pisał felietony do „Newsweeka”. Wykładał w Wyższej Szkole Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza. Obecnie jest dziennikarzem Polsat News, prowadzi „Wydarzenia", „Gościa Wydarzeń" oraz magazyn „Wydarzenia Opinie Komentarze". Miesiąc temu ukazała się jego książka „Doskonale a nawet gorzej". (Wyd. Albatros A. Kuryłowicz).Pod koniec kwietnia 2012 decyzją kierownictwa stacji Polsat został odsunięty od prowadzenia audycji „Gość Wydarzeń" na antenie telewizji Polsat i Polsat News, emitowanej Decyzja zapadła w związku z zachowaniem Gugały w trakcie audycji z 2 kwietnia 2012, której gościem był Joachim Brudziński.
Uczestniczył Pan w konferencji na UW na temat zmian, które zaszły w dziennikarstwie w ciągu ostatnich dwudziestu kilku lat. W zawodzie startował Pan w roku 1989, dziś mamy 2012 – co się zmieniło w tym czasie, jakie są najważniejsze różnice pomiędzy ówczesnym dziennikarstwem a obecnym, w pojmowaniu powinności związanych z tym zawodem?
Media się bardzo rozrosły. Jest więcej dziennikarzy niż było w roku 90. Jest ogromny sektor publiczny, który dominuje w tej chwili w Polsce, ale jednocześnie – i to chyba odróżnia nas od innych krajów europejskich – dominują serwisy informacyjne mediów komercyjnych*. Nastąpiła ogromna zmiana technologiczna, pojawiło się dziennikarstwo obywatelskie, dziś każdy człowiek może zrobić sobie małą, prywatną telewizję. Kiedyś to było niemożliwe; jak ja zaczynałem pracę w telewizji, to kamera kosztowała 150 tysięcy dolarów. Dziś świetną kamerę można mieć za 2 tysiące złotych. Mamy Internet, który może pochłonąć wszystkie media. W mediach jest większa anonimowość, mniejsza odpowiedzialność: każdy może komunikować, pisać, i na tym cierpi jakość. Dziś nie stawia się tak wysokich wymogów, jak kiedyś.
Kiedyś wartością obowiązującą dziennikarzy był obiektywizm. Zrobię małą dygresję: Polsat obchodzi teraz 20 – lecie, a jego program informacyjny „Wydarzenia” jest uznawany przez analityków za rzetelny i obiektywny, tymczasem w rankingu oglądalności ustępuje „Faktom” TVN, które – w moim odczuciu – są bardziej zaangażowane emocjonalnie w opisywaniu zdarzeń.
Oglądalność nie jest jedynym kryterium. „Fakty” zostały bardzo dobrze wypromowane i cała stacja pracowała na to, żeby „Fakty” uzyskały jak najlepszą oglądalność. „Wydarzenia” pracowały w bardziej zrównoważonym środowisku i dla Polsatu przez wiele lat ważniejsze były innego rodzaju programy: filmy, programy rozrywkowe, itd. Nadrobienie tego nie jest proste, ale „Wydarzenia” są jedynym programem informacyjnym, który z roku na rok ma coraz więcej widzów i coraz większy udział w rynku. Poza tym mamy kanał informacyjny od kilku lat, więc krok po kroku to się wyrównuje.
Niedawno, oceniając nasze dziennikarstwo powiedział Pan, że w mediach elektronicznych ono umiera, i nie ma tam szans na poważne dziennikarstwo.
Szansa oczywiście jest, ale jest bardzo wiele zagrożeń. I jakość wszystkiego jest coraz gorsza. Wynika to z pośpiechu, z kryzysu, bo jest mało pieniędzy, a jak jest mało pieniędzy, to robi byle kto i byle co. Wtedy dziennikarz podstawia mikrofon, ktoś coś mówi, a potem jest to emitowane. Kiedyś to było niemożliwe, nie wyobrażaliśmy sobie, żeby bez żadnej weryfikacji mogły zaistnieć pewne opinie. Dziś niezależnie od tego, co dziennikarze wiedzą na dany temat, to w momencie, gdy ktoś się wypowiada, mówi w sposób interesujący dla publiczności, to jest to dalej transmitowane. W związku z tym prawda przestaje się liczyć, dlatego że każdy może ją zakwestionować, każdy może mieć własne zdanie, itd.
Podobno jednak widzowie lubią wojny w mediach, tak jak i my, dziennikarze. Mamy dziś nawet do czynienia z wojnami pomiędzy mediami, pomiędzy dziennikarzami. Kilka dni temu słyszałem w radiu TOK FM pańską wypowiedź na temat mowy nienawiści – czy rzeczywiście uważa Pan, że to jest duże zagrożenie, również dla stosunków pomiędzy dziennikarzami?
Dziennikarze nie muszą utrzymywać między sobą stosunków, więc to nie ma w tym sensie dużego znaczenia, natomiast problem jest taki, że wielu dziennikarzy wybrało najgorszą z możliwych dróg, to znaczy drogę wejścia w politykę i zblatowania się z jakąś częścią sceny politycznej, pretendując do roli propagandystów a nie dziennikarzy. Kiedyś Jaruzelski mówił o żołnierzach frontu ideologicznego.
Dziennikarz musi służyć prawdzie a nie swoim mocodawcom. Nie może tak być, że w oczach jakiegoś dziennikarza każda opinia polityka X jest zawsze prawdziwa, choćby była najgłupsza, a polityka Y jest zawsze fałszywa, chociażby była najmądrzejsza, bo zadaniem dziennikarza jest weryfikowanie tych wypowiedzi pod kątem prawdy. Jeśli tak się nie dzieje, to takie dziennikarstwo nie ma sensu, to jest propaganda.
A jakie ma sens?
Sens ma takie, że służy prawdzie i weryfikuje np. to, co mówią politycy. Jeżeli w jakiejś sprawie rację ma PiS, to się mówi, że rację ma PiS, jeżeli w jakiejś sprawie rację ma Platforma, to się mówi, że rację ma Platforma. I to niezależnie od tego, co się mówiło na inny temat. Przecież nikt nie ma monopolu na prawdę w każdej dziedzinie.
Przypomnę pańską rozmowę z Joachimem Brudzińskiej z PiS, po której zarzucono Panu, że nie był Pan bezstronny.
To jest fałszywy zarzut, bo ja nie byłem stronniczy, tylko weryfikowałem jego wypowiedzi. Joachim Brudziński po prostu twierdził, że w Smoleńsku był zamach. A ja wiem na podstawie dostępnych mi oficjalnych danych, że zamachu w Smoleńsku nie było, i to wszyscy w Polsce wiedzą.
A czy zakłada Pan, że się może mylić, wypowiadając taką opinię?
Zakładam, ale na razie na podstawie danych, które ja mogę zweryfikować, badań ekspertów, itd., zamach został wykluczony. Jeśli zostaną znalezione dowody na to, że ten zamach jednak był, no to oczywiście będę to wtedy brał pod uwagę i weryfikował. Dzisiaj ustalenia są takie jak mówię i nie można obrażać kilkuset ekspertów, którzy nad tym pracowali.
Ale też się tym samym obraża 36 procent Polaków, którzy wierzą w zamach.
Takie jest zadanie dziennikarza, że niezależnie od tego, kto się na niego obrazi, trzeba mówić prawdę, a prawda jest taka, że zgodnie z ustaleniami ekspertów, oficjalnych, najlepszych jakich mieliśmy, i na podstawie wszystkich badań dotychczas prowadzonych, nie można mówić o zamachu. I każdy kto mówi, że był zamach mówi nieprawdę, po prostu.
Tak Pan twierdzi, a pańscy oponenci, dziennikarze, którzy uważają, że był zamach, zarzucą Panu mówienie nieprawdy.
Nie mogą mi zarzucić, że ja mówię nieprawdę w tej sprawie, ponieważ prawda jest taka, jak powiedziałem: wszystkie ekspertyzy, które zostały w tej sprawie wykonane przez polską prokuraturę, przez rosyjskich badaczy, przez Komisję MAK, przez Komisję Millera, wszystkie te ekspertyzy wykluczyły zamach.
I teraz, jeśli ja coś takiego mówię, a mnie ktoś atakuje, że ja jestem stronniczy politycznie, to to jest bzdura, bo ja mam w nosie, co na ten temat sądzą politycy. Taka jest prawda, a swoją opinię opieram na racjonalnych przesłankach i instrumentach, a badali to fachowcy a nie politycy.
Z drugiej strony inni fachowcy nie wykluczyli teorii zamachu, ale zostawmy ten temat, bo jak sądzę długo jeszcze w tej sprawie będą istnieć poważne różnice zdań. Rozmawialiśmy wcześniej o zmianach, o tym, że zmienia się otoczenie prasy, otoczenie mediów elektronicznych. Internet zajmuje coraz większy obszar i ma coraz większe znaczenie. Czy Pan jest zwolennikiem Internetu?
Tak, oczywiście, ja jestem entuzjastą Internetu. Uważam, że dzięki niemu jest znacznie poszerzona przestrzeń wolności, dlatego że w zasadzie każdy może uprawiać jakieś dziennikarstwo, stworzyć własne medium i komunikować się z mnóstwem ludzi. I to jest wspaniałe. Sądzę zresztą, że Internet pochłonie z czasem tradycyjne sposoby nadawania radia, telewizji, itd., bo to wszystko znajdzie się w jednym komputerze. Dziś, dzięki temu, że istnieje Internet, i Pan, i ja możemy mieć własną stację telewizyjną – małą, ale własną.
*Polsat News rok do roku (listopad 2011-2012) stracił 5 proc. widzów. http://media2.pl/tag/nielsen-audience-measurement
Wydarzenia miały w listopadzie 2012 roku 2,6 mln, widzów, Fakty – 4,2, a Wiadomości TVP1 4,0 mln.
http://media2.pl/badania/98516-Fakty-TVN-wyprzedzily-Wiadomosci-TVP1.-Duzy-wzrost-Teleexpressu.html
