Z Krzysztofem Bronowskim – kolekcjonerem „bibuły”, właścicielem Muzeum Wolnego Słowa rozmawia Waldemar Wiśniewski
- Masz podobno jeden z największych zbiorów „bibuły” w Polsce ? Jak to się liczy – na sztuki, na ilość tytułów?
- Ja przestałem liczyć już dawno, bo brak ogólnie przyjętych definicji i kryteriów Przyjmuje się, że wydawano ok. 3 tysięcy gazetek i czasopism. Ja szacuje, że mam około 40 proc. całości produkcji czasopism wydawanych poza PRL-owską cenzurą. W przypadku książek przekroczyłem 50 procent tych, o których wiem, że się ukazały w drugim obiegu.
- To znaczy?
- Na półkach mam skatalogowane ponad 4950 książek drugiego obiegu. No i oczywiście gazetki i czasopisma; wydawnictwa podziemne, związkowe, a także tzw. przykościelne, druki, broszury polityczne – generalnie wszystkie nieocenzurowane druki z lat 1976- 1990.
A warto dodać, że cenzura formalnie przestała działać dopiero 6 czerwca 1990 roku Bibliograficzny opis druków zwartych można zobaczyć w Internecie, w moim Muzeum Wolnego Słowa – zebrałem tam opisy 9500 druków.
- To największy zbiór w Polsce?
- W prywatnych rękach – chyba największy. Mam jeszcze konkurencję – to zbiory Biblioteki Narodowej, Biblioteki Jagiellońskiej i Fundacji Karta. Poza Polską jest jeszcze pokaźny zbiór który zgromadziła Biblioteka w Bremen – tam zajmują się tym trzy osoby władające językiem polskim. Ale to są wszystko duże instytucje – ja muszę radzić sobie sam – organizacyjnie i finansowo. Od 33 lat. Zacząłem zbierać w 1980 roku gdy powstała „Solidarność” i tak to trwa do dzisiaj.
- Gdzie to przechowujesz?
- Mieszkam w blokach razem ze swoim zbiorem tj. około milionem stron stojących na półkach i coraz mniej zadowoloną z tego sąsiedztwa rodziną.
- Masz orientację , która z pozycji książkowych była najczęściej wydawana w podziemiu?
- Zdecydowanym liderem są Zapiski Więzienne kardynała Stefana Wyszyńskiego – powielane przez powielarnie zakonne i przykościelne i szeroko kolportowane podczas uroczystości kościelnych. Dużym powodzeniem cieszył się Orwell – kilkadziesiąt razy wydany był „Folwark zwierzęcy” a także „Rok 1984” . I co ciekawe – większość wydań była bogato ilustrowana. Poza tym ukazało się wiele wydań różnych tekstów Czesława Miłosza.
- Kiedy zaczął się w Polsce czas bibuły?
- Zapalnikiem tego wybuchu były protesty w sprawie zmian w konstytucji na przełomie 1975 i 1976 roku oraz protesty robotnicze w czerwcu 1976.Jako pierwszy powielany podziemny periodyk ukazało się pismo „U progu”, którego 12 numerów wydali przyszli założyciele Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Później pokazały się komunikaty KOR. W 1976 roku w Lublinie Janusz Krupski uruchomił pierwszy w Polsce nielegalny powielacz. Tam też wydrukowano dla Mirka Chojeckiego pierwszy numer „Zapisu”.
- A wcześniej?
- Nieco wcześniej od września 1976 roku ukazywały się pierwsze numery periodyków KOR: „Komunikat” i „Biuletyn Informacyjny” Nie były one jednak powielane, ale rozpowszechniane jako tzw. „samizdaty” czyli przepisywane na maszynie, przez kalkę – w kilku egzemplarzach. Przy czym z zasady nie kolportowano oryginałów a wyłącznie mniej wyraźne kopie bo po oryginale SB mogło łatwo zidentyfikować właściciela maszyny do pisania. Zresztą same maszyny po 45 roku też władza uważała za niebezpieczne narzędzie –mam dokument z 1945 roku podpisany przez wiceprezydenta Kielc zezwalający radcy prawnemu na posiadanie maszyny do pisania w swej kancelarii.
-Wiadomo coś na temat nakładów nielegalnych wydawnictw?
-Przy powtarzalnych tytułach największe nakłady to było kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy ale bywały też druki rozprowadzane w zakładach pracy w ilości kilkudziesięciu sztuk – przygotowywane i drukowane przez jednego człowieka. Dziś ciężko to wszystko precyzyjnie zewidencjonować.
-Czy poza tobą ktoś korzysta z tego co zebrałeś?
-Zbiór „działa” od 1989 roku – zainteresowani tą tematyka wiedzą, że jest. Przez te ponad 20 lat powstało przy jego wykorzystaniu kilkanaście prac magisterskich.
-A jego wartość?
-Nie podejmuję się wyceny – nawet orientacyjnej. Zwłaszcza , że trzeba by doliczyć cenę mojej pracy przez kilkadziesiąt lat..
-Jaki był początek Twojej kolekcji?
-Całe życie coś zbierałem. Najpierw interesowała mnie filatelistyka, potem zgromadziłem wielotysięczną bibliotekę poświęconą tematyce górskiej. W okresie „Solidarności”, później w stanie wojennym byłem kolporterem bibuły i zawsze wszystko dla siebie odkładałem – zbiór rósł.Także poprzez wymianę. Wszystko od razu katalogowałem.
-A teraz?
-Kupuję poprzez aukcje internetowe, ale też w każdą sobotę jestem na jednym z łódzkich rynków i poluję na tzw. okazje. Pojawiają się niespodziewanie różne rzeczy np. gdy ludzie likwidują mieszkania a ich zawartość łącznie z książkami i różnymi papierami pojawia się na rynku. W stertach papieru można trafić na ciekawe druki.
-Co dalej ? Unikatowa kolekcja, kilkadziesiąt lat pracy?
-Po stanie wojennym żaden zbiór instytucjonalny „Solidarności” się nie zachował, regionalne zaginęły. Zachowały się tylko prywatne. A co dalej z moim zbiorem? Na dziś - nie wiem. Chciałbym się nim zajmować jeszcze przez kilka lub kilkanaście lat ale nie wiem czy będę miał do tego warunki…
