Z prof. Janem Żarynem o „Sieci Historii” i konkurencji magazynów historycznych rozmawia Błażej Torański.

 

„Historia Do Rzeczy”, „Uważam Rze Historia, „Newsweek Historia", dodatki historyczne „Polityki”, a teraz „Sieci Historii”. Czy nie za duża konkurencja wśród magazynów historycznych? Macie szanse?

Wszyscy mamy szanse odnaleźć się w tej przestrzeni, bo bogactwo Polaków - jeśli chodzi o wrażliwość i intelektualne przygotowanie, chęć czytania – jest przeogromne. Choć moim zdaniem prawa, konserwatywna, chrześcijańsko-narodowa część społeczeństwa polskiego jest bardziej chłonna i lepiej przygotowana do lektury czasopism historycznych. Dlatego nowy miesięcznik kierujemy do tej strony opinii publicznej, ale zachęcamy i innych do zajrzenia, przekonania się – czy jesteśmy tacy straszni i nudni. Czujemy szansę zakotwiczenia na stałe na rynku.

Aby jednak odnieść sukces, trzeba się wyróżnić.

Każdy z tych tytułów szuka swego rysu. U nas kryje się on w podtytule, który zaczerpnęliśmy z naszego kwartalnika „Na Poważnie”: miesięcznik o Polsce, historii i kulturze. Tej sferze problemów chcemy być wierni. Będziemy więc pisać o Polonii, bo nie jesteśmy, jako Polacy, tylko mieszkańcami ziemi, która dzisiaj jest w granicach państwa polskiego. Jesteśmy rozprzestrzenieni po całym świecie i historia naszej tam obecności jest częścią narodowej tradycji i dziedzictwa. Szczególnie ważne miejsce znajdą na naszych łamach Kresy i Polacy, którzy nadal tam mieszkają i polskość podtrzymują. To jest nasze zobowiązanie wobec wielkiego dziedzictwa narodowego, które tam powstawało. Mamy też przekonanie, że sferą, poprzez którą możemy jeszcze bardziej umiłować naszą Ojczyznę, jest kultura, historia sztuki, malarstwa, rzeźby, polskiej rozmaitości kulturowej. Oprócz tego znajdziemy wiele miejsca dla historii najnowszej, ale i wcześniejszej.

Kwartalnik „Na Poważnie” zniknie z rynku?

Tak, cały dorobek kwartalnika wraz z redakcją i współpracownikami, w sumie około czterdziestu osób, przechodzi do „Sieci Historii”. Ale będziemy mieli też nowych autorów, związanych z tygodnikiem „Sieci”. Nabieramy nowego rozpędu i kształtu. Niewątpliwie dorobek „Na Poważnie” jest dla nas punktem odniesienia, bardzo lubiliśmy to pismo, ale nakłady są nieporównywalne. „Na Poważnie” miało 5 tys. nakładu, „Sieci Historii” wydaliśmy bodaj w 100 tys. egzemplarzy.

Działy magazynów historycznych w salonach prasowych wypełnione są po brzegi. Skąd taka eksplozja zainteresowania historią ze strony Polaków? PRL przestał istnieć blisko ćwierć wieku temu. Czyżby w tym czasie kontynuowano zakłamanie historii i autocenzurę?

Powodów jest o wiele więcej. Wbrew pozorom - a może z powodu naszej narodowej czupurności i niezgody na narzucanie nam wersji przeszłości stygmatyzowanej - jako Polacy byliśmy, jesteśmy i będziemy bardzo przywiązani do naszej tradycji rodzinnej, a przez nią, przez związek emocjonalny z przodkami, także z dziedzictwem narodowym. Pokusa zdjęcia nam tego tornistra, jako rzekomego bagażu, którą nam lansują media głównego nurtu jako dobrą, okazuje się być pokusą dobrze zdefiniowaną, de facto jednak złą. Dlatego, nawet instynktownie, Polacy chcą trzymać tornister tożsamości narodowej na plecach, z satysfakcją nosząc go, a nie dźwigając. Mamy wolę przeglądania się w lustrze przodków. Z jednej strony jest to przekora wobec stygmatyzowania przeszłości, jako pozbawionej …

… tajemnic, białych plam.

I tajemnic, i wdzięku. Pozbawionej ciągłości. Ale zafascynowanie historią wynika też z odkrywania przez pokolenia żyjące już w nowej, niepodległej Polsce, że nasze dzieje są także piękne i bogate w kapitalne biografie, niesamowite zdarzenia, czy niełatwe wybory. Pokolenie Sejmu Czteroletniego zobligowane niejako przez kontekst historyczny do obrony całości i suwerenności ojczyzny ,musiało podejmować szalenie trudne decyzje. Nie tylko takie, czy walczyć, czy oddać się rozpaczy, ale jak się ustosunkować do sąsiadów, jak postrzegać nasze interesy narodowe, wchodząc w sojusz z Prusami cyz z niego rezygnując i naciskając na Rosję, aby uznała nasze racje. W którym wariancie sojuszy uda się zreformować państwo, by przetrwało i pokonało zarówno imperialną Rosję, jak i kąsające ziemie polskie Prusy. Takich pytań było o wiele więcej w naszych dziejach, zwłaszcza w pokoleniu Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego. Dorobek tamtego pokolenia niepokornych jest szalenie ważny dla refleksji na temat poczucia suwerenności i zdolności polityków III RP do przeciwstawienia się państwom – także naszym sojusznikom; co dzisiaj jest w naszym interesie. Potrzeba rozpoznawania obecnych wyborów przez lustro historii jest bliska i oczywista dla większości Polaków.

Źródeł renesansu zainteresowania historią jest wiele, ale czy nie wynika to także stąd, że państwo polskie wypycha historię ze szkół?

To jest fakt. Nie wiem, czy istnieje prosty związek przyczynowo- skutkowy między zainteresowaniem historią Polaków, a niechęcią do niej polskich polityków zarządzających instytucjami edukacyjnymi, ale faktem jest, iż rządzący dzisiaj Polską dają bardzo wyraźne sygnały w stronę młodzieży, przede wszystkim w Ministerstwie Edukacji Narodowej, że historia nie musi być dzisiaj traktowana, jako przedmiot wiodący – zbyt poważnie. Jej rola jest pomniejszana. A zatem, mimo iż jest wielu dobrych nauczycieli, gdzieś poza szkołą rodzice i młodzież szukają zaspokojenia swych, w historii ulokowanych potrzeb duchowych i intelektualnych.

Wydaliście pierwszy numer „Sieci Historii”. W jakim magazynie historycznym upatruje Pan największej konkurencji?

Jestem wiernym czytelnikiem „Historia Do Rzeczy”. To jest bardzo dobrze redagowany miesięcznik. Nie mówię tego z zazdrością, tylko z uznaniem. Mają nad nami oczywistą przewagę, że już zakotwiczyli na rynku i zapewne mają już wiernych czytelników. Ja też nim pozostałłem niezależnie od tego, że jestem redaktorem naczelnym „Sieci Historii”. Zachęcamy wszystkich, aby wierność była rozlana na oba tytuły, bo w obu czytelnik odnajdzie podobną wrażliwość, ale i nieco inne akcenty, tematy i obrazy. W naszym piśmie honorować będziemy obok najbardziej zadomowionej w sercach polskich tradycji powstańczo-piłsudczykowskich, także tradycję republikańską I RP oraz narodową i chrześcijańsko- demokratyczną, a nawet ludową; w „Historia Do Rzeczy” dominuje tradycja piłsudczykowska. To są niuanse, ale w nich właśnie odkryją czytelnicy inne widzenie przeszłości, a oba tytuły wydają mi się bardzo interesujące i inspirujące.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl