dr Włodzimierzem Głodowskim o przyczynach i skutkach zaburzeń we wzajemnych relacjach między mediami, o sztuce i pytaniach wywiadu rozmawia Wiesław Łuka.

Dr Włodzimierz Głodowski, pracownik Zakładu Teorii Komunikacji Społecznej  w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Prowadzi wykłady, ćwiczenia i seminaria magisterskie z zakresu komunikacji masowej, interpersonalnej i sztuki porozumiewania się; autor wielu publikacji. 

 

Dwaj awanturnicy w ostatnich tygodniach podsunęli pomysł uzdrowienia społeczno-politycznej sytuacji w kraju – jeden chciał zabić wybitną dziennikarkę, drugi radził rozstrzelać kilkudziesięciu dziennikarzy z dwóch pierwszorzędnych mediów. Czy to tylko symptomy psychicznych urojeń, czy potwierdzenie ogromnej roli czwartej władzy w życiu kraju?

Jeżeli jeden doktor nauk, a drugi reżyser, i także dziennikarz, przyjmują role funkcjonariuszy słynnej czeres-zwyczajki, to należy mówić nie o potwierdzeniu znaczącej roli, lecz o degradacji czwartej władzy. Jej funkcją jest informowanie i kształtowanie opinii publicznej o tym, co się dzieje w kraju, jak funkcjonuje demokratycznie wybrana władza na wszystkich szczeblach, nie zaś podsycanie do terroru i przygotowywanie zabójstw przeciwników politycznych.

Czy znamy przyczyny zaburzeń w tym obszarze oraz coraz powszechniejszych tak radykalnych na nie reakcji?

Zwiększające się upolitycznienie dziennikarstwa, to bezpośredni efekt polaryzacji sceny politycznej. Politycy opcji centrowo- lewicowej oraz prawicowej w stanie pewnego rodzaju szczękościsku walczą ze sobą i w tej walce na słowa, epitety, pomówienia, chcą mieć i mają „swoich” dziennikarzy. To jest właśnie wynik deprofesjonalizacji w obszarze komunikacji społecznej – coraz niższego przygotowania merytorycznego dziennikarzy i niezrozumienia demokratycznej istoty roli watchdoga, który powinien pełnić swoją rolę „patrzenia władzy na ręce” ale nie na zawołania polityków.

Rozmawiamy w przerwie konferencji zorganizowanej przez Instytut Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego pod hasłem „Zmiany w dziennikarstwie”. Z prezentowanych przed chwilą wyników badań dowiadujemy się, że żurnaliści w niewielkim stopniu narzekają na ingerencje polityków w ich pracę. Jak odbierasz ten zaskakujący pogląd?   

Jeden z dyskutantów po tej prezentacji zwrócił uwagą na potrzebę odróżnienia tego, co „dziennikarze by chcieli, od tego, co jest”. Chcieliby oddzielenia mediów od polityki, ale uważam, że ich odczucie, wbrew wnioskowi z badań, jest jednak takie, iż są obecnie coraz bardziej wciągani w polityczne rozgrywki - zarówno przez polityków, jak i właścicieli mediów. Podobne jest zresztą odczucie większości społeczeństwa.

A twoi studenci dziennikarstwa, których od wielu lat uczysz zasad komunikacji społecznej, dyskutują o tych zagrożeniach w  funkcjonowaniu demokratycznego państwia?

Mało na te temat rozmawiają…

Bo mało wiedzą?

Nie, przede wszystkim są zniechęceni widoczną gołym okiem walką mediów między sobą. To zjawisko odbierają jako coś brudnego i gorszącego. Ilekroć próbuję poruszać ten temat, widzę na ich twarzach grymas niechęci do analiz mediów pod tym względem.

Ale ich spory procent za parę lat, chcąc nie chcąc, znajdzie się w wirze tej walki. Jako przyszli zawodowcy, powinni już teraz być wyposażani w narzędzia do obserwacji i analizy również w sferze polityki. Na przykład studenci medycyny muszą również umieć „babrać się” w nieprzyjemnym dla oka i nosa wnętrzu chorego człowieka, by go leczyć. A dziennikarz nie powinien być, obok psychologa, i socjologa, lekarzem skołatanej świadomości społecznej?

Powinien, ale póki co, powtarzam, studenci z niechęcią reagują na moje prowokacje do dyskusji. Podobna niechęć potęguje się w całym społeczeństwie, na co zwracają  uwagę także wykładowcy socjologii, psychologii i badacze opinii publicznej. To skutkuje m.in. spadkiem udziału w wyborach powszechnych do wszystkich szczebli władzy, także wśród najmłodszych wyborców, czyli m.in. studentów. Brudna sfera polityki zakaża również inne sfery – obyczaj, kulturę, nawet religię, co widać szczególnie mocno w tzw. mediach toruńskich.

Czy uczestnicy zajęć z przedmiotu „komunikacja społeczna” wiedzą, że jeśli media mają „patrzeć na ręce władzy”, to ta obejmuje nie tylko koalicję rządzącą, ale także opozycję, która, co prawda nie podejmuje bezpośrednich decyzji, ale wpływa na nie? Bo, gdy ja o to pytam swoich studentów, albo dziennikarzy z wieloletnim stażem, to słyszę ich pospieszne recytacje: rząd, rząd i …rząd; czasami ktoś bąknie dodatkowo  – prezydent.  

Oczywiście mówię, że władza, to wszyscy uczestnicy procesu politycznego i administracyjnego, reprezentowani w parlamencie, a także poza nim. Mówię również o tym, że „patrzenie władzy na ręce” jest obowiązkiem dziennikarzy, ale uzurpowanie sobie przez nich prawa do sprawowania bezpośredniej władzy, to groźne nadużycie mediów. A przejawy owej uzurpacji, to uczestniczenie w prowokacjach opozycji, ferowanie wyroków, kontestowanie systemu, nawoływania do jego obalenia, do aktów terroru, do rozstrzeliwania innych dziennikarzy – to igranie z ogniem.

Pewne grupy publicystów polityczno-społecznych nazywają sobie „niezależnymi”. Wielu polityków także powołuje się na opinie „dziennikarzy niezależnych”. Czy oni są rzeczywiście niezależni, czy „zależni inaczej”?

Nie znam publicystów i komentatorów niezależnych. Każdy z nich ma własne poglądy społeczno-polityczne, własne światopoglądy i jeśli nawet stara się być niezależny od tej, czy innej partii, to jednak sympatyzuje z jakąś opcją polityczną. Poza tym jest zależny od wydawcy, który często także sympatyzuje z jakąś opcją polityczną.

Przedmiotem twoich badań i publikacji jest wywiad jako gatunek dziennikarski. Zalecasz w tych publikacjach studentom: „staraj się być obiektywny…” Czy pełny obiektywizm jest możliwy? Czy on nie jest utopią?

Przytoczyłeś połowę mego zalecenia – druga jego połowa brzmi: „…jak to tylko możliwe”. Utopią nie jest, jest ideałem, do którego należy dążyć. Natomiast bardzo daleki od ideału jest z góry przyjęty przez dziennikarza „żelazny” scenariusz i założony kierunek rozmowy wykluczający jakiekolwiek spontaniczne odstępstwa. Dziennikarz nie może na siłę naprowadzać rozmówcę na swój kierunek i demonstrować niezadowolenie, gdy respondent prezentuje poglądy odmienne od złożonych w scenariuszu. Prowadzący wywiad powinien dążyć do wydobycia od rozmówcy jego poglądów bez forsowania swoich.

Dlaczego wielu, nawet wybitnych dziennikarzy, właściwie prawie wszyscy prowadzący stałe programy publicystyczne mają widoczne trudności w dążeniu do ideału, o którym mówisz, za co są często krytykowani  przez czytelników, słuchaczy i widzów, a nawet przez kolegów po fachu?

Wywiad, to nie monolog, to dialog. Zauważmy więc gwoli sprawiedliwości, że również rozmówcy, zwłaszcza, gdy jest ich dwóch czy kilku, starają się na siłę, propagandowo forsować swoje poglądy, przekrzykują się nawzajem, że  trudno nad nimi zapanować. Dziennikarze chcą błysnąć, więc często prowokują do ostrych starć, a rozmówcy dążą wszelkimi sposobami do pokazania, że „ich jest na wierzchu”.

W swojej tabeli klasyfikacyjnej umieszczasz i takie pojęcia - wywiad autorytarny i wywiad – presja. Czy mógłbyś podać przekłady?

Uchylam się od wymieniania nazw mediów, operowania nazwiskami dziennikarzy – propagandystów tej, czy innej opcji politycznej i ferowania przez nich wyroków. Jednak widać nasilającą się aktywność dużej grupy dziennikarzy, którzy wychodzą z autorytarnego właśnie założenia w pewnych mediach: kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam. One udostępniają łamy prasowe, mikrofony radiowe i zapraszają przed kamery telewizyjne tylko tych publicystów i rozmówców, którzy „są z nami”; kto nie podziela ich stanowiska, ten służy „salonowi” i nie jest „prawdziwym Polakiem”, temu odmawia się  profesjonalizmu. Trzeba przyznać, że telewizja publiczna i główne stacje komercyjne – TVN i  TV POLSAT starają się jednak zachować pewną równowagę w warstwie informacyjnej i publicystycznej, unikają jednostronności w prezentowaniu skrajnych poglądów i stanowisk na przykład w sprawie katastrofy smoleńskiej, która dla wielu stała się pretekstem do budowania mitu o zamachu oraz  instrumentem walki politycznej o władzę…    

Jakich pytań nie powinien zadawać swoim respondentom dziennikarz profesjonalista?

Na pewno jawnie tendencyjnych, osaczających, przypierających do muru, niedających możliwości wyboru w sytuacjach niejednoznacznych…Przykład: co sądzisz – czy ta rzecz jest biała czy czarna? Tu rozmówcy nie daje się szansy wyboru, przecież rzecz może być szara. Pytanie w rodzaju „czy zdarzyło się panu kiedykolwiek powiedzieć prawdę?” prowokuje w najwyższym stopniu, stawia tezę, że rozmówca głównie kłamał, wprawia go w zakłopotanie, spycha do defensywy i wymusza próbę udowodnienia, że „nie jest wielbłądem”.

Pytania sugerujące i wręcz pomówienia o popełnianie prawie wszystkich „grzechów głównych”, opluwania bohaterów ich publikacji, to domena tzw. dziennikarstwa obywatelskiego i forów internetowych, w którym narasta fala agresji  i chamstwa. Czy widzisz szansę położenia tamy tej fali? 

Internet jest błogosławieństwem,  ponieważ – to już banał -  pozwala każdemu z nas wyjść z roli wyłącznie biernego odbiorcy, konsumenta wszelkiej informacji oraz cudzych poglądów; daje niepowtarzalną szansę wyrażania własnych poglądów. Ale Internet może być także przekleństwem, gdy sprzyja rozpasaniu emocjonalnemu i zanikowi odpowiedzialności za słowo.

Słychać nawet sugestie wprowadzenia pewnego rodzaju cenzury, która  miałaby zahamować owo rozpasanie.

Jestem przeciwny wszelkiego rodzaju cenzurze. Choć chamstwo amatorskiego, obywatelskiego dziennikarstwa w sieci się pleni, to jednak już daje się zaobserwować wzbierającą falę przeciwdziałania mu. Coraz częściej i coraz większe grupy internautów umawiają się, że  nie będą rozmawiać w sieci z tymi, którzy praktykują nieodpowiedzialne zachowania lub tylko im sprzyjają. Proces izolowania chamów już się narodził, to pewne, ale jego dojrzewanie wymaga czasu. Tu jest duże pole do popisu także dla dziennikarzy zawodowych, którzy powinni tworzyć, lansować i umacniać wzorce profesjonalizmu - w rzetelności informacji, głębi poglądów i czystości ekspresji językowej. 

 

   

 

    

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

 

 

 

 

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl