Z Grzegorzem Jankowskim o tym, jak odszedł z dziennikarstwa po 20 latach, a teraz handluje serami rozmawia Błażej Torański.
Prawie rok temu wysłałeś do znajomych sms z informacją, że żegnasz się z mediami i otwierasz sklep z serami farmerskimi. Nie żałujesz tej decyzji z perspektywy roku?
Dziennikarstwo umiera, jest najmniej przyszłościowym zawodem świata. Nie da się z niego żyć. Krąży nawet taki żart, że niedługo teksty dziennikarskie będą zamawiane w Chinach. Prędzej czy później większość moich kolegów dziennikarzy będzie musiała znaleźć sobie inne zajęcie.
Ostatnim Twoim przystankiem był gdański ośrodek Telewizji Polskiej. Czułeś się stojakiem do mikrofonu?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Wykonywałem zawód najlepiej, jak potrafiłem. Nie byłem wielkim dziennikarzem, znaną postacią. Ale lubiłem być reporterem. W pewnej chwili poczułem jednak, że formuła wyczerpała się i postanowiłem to zmienić.
W „Gazecie Wyborczej” przyznałeś, że dotarłeś do ściany, że już więcej nic dobrego w tym zawodzie Cię nie czeka. Co było tą ścianą? Przestałeś czerpać radość z dziennikarstwa czy nie miałeś już z czego żyć?
Jedno i drugie. Ale przede wszystkim uważam, że kończy się zawód reportera. Teraz może nim być każdy, kto ma telefon komórkowy z możliwością nagrywania filmów. To wystarczy, aby nakręcić relację z wypadku czy innego ważnego wydarzenia. Nie ma też ograniczeń technicznych, aby miniaturową, ukrytą kamerą nagrać prowokację dziennikarską, a potem opublikować ją w Internecie. Facet biegający z kamerą jest dzisiaj anachroniczny.
Sądzisz, że Internet zabije inne formy dziennikarstwa?
Wcześniej czy później wszyscy dziennikarze, którzy dotrwają w tym zawodzie, wylądują w Internecie. Szansę przetrwania ma jeszcze tylko radio, bo ludzie słuchają je w samochodach.
Miałeś w dziennikarstwie wiele zakrętów. Nie wykluczasz powrotu do zawodu?
Rzeczywiście, jako dziennikarz zaliczyłem wiele slalomów. Rzucałem pracę i byłem z niej wyrzucany. Pracowałem w wielu redakcjach. Już kilka lat temu próbowałem odejść z dziennikarstwa. Miałem dość tego zawodu po pracy w TVN 24. Wyjechałem do Londynu, gdzie pracowałem, jako kucharz. Ale nie byłem w stanie ściągnąć rodziny, więc wróciłem do dziennikarstwa. Teraz pożegnałem się z nim bez żalu.
W Sopocie założyłeś pierwszy sklep z serami farmerskimi w Polsce. To była dobra decyzja?
Najlepsza. Wybrałem to, co lubię i na czym się znam. Zawsze moje zainteresowania krążyły wokół kulinariów. Jako reporter też lubiłem robić materiały z targów żywności i jarmarków.
