Z Ryszardem Bańkowiczem o tym, czy Hašek może obrazić, o sączeniu jadu i kloacznym języku Jerzego Urbana rozmawia Błażej Torański.
Ryszard Bańkowicz jest przewodniczącym Rady Etyki Mediów. Absolwent prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Komentator, korespondent zagraniczny i publicysta międzynarodowy. Pracował w „Życiu Warszawy”, przedtem w „Kurierze Polskim”, tygodnikach „Świat”, „Dookoła Świata” i „Razem”. Był redaktorem naczelnym miesięczników „Businessman Magazine” i „Ambasador”. Laureat nagrody SDP im. Juliana Bruna, autor sześciu książek o krajach, w których pracował, wśród nich o Cyprze i Wielkiej Brytanii. Jest wieloletnim korespondentem fińskiej prasy ekonomicznej w Polsce. Od grudnia 2007 r. przewodniczy Polskiemu Klubowi Publicystów Międzynarodowych.
Publicyści „Gazety Wyborczej” – Agnieszka Kublik, Wojciech Maziarski i Paweł Wroński – proszą Radę Etyki Mediów, aby nie broniła ich przed Krzysztofem Czabańskim? Pan ich bronił?
Prośba jest o tyle bezzasadna, że REM nie zamierzała kogokolwiek bronić. REM w ogóle nikogo nie broni ani nie atakuje. Dostaliśmy skargę na naruszenie zasad etyki dziennikarskiej przez red. Czabańskiego na jego blogu. Uznaliśmy, że do tego doszło i opublikowaliśmy oświadczenie .
Ale czy autor, cytując wielką literaturę - w tym przypadku „Przygody dobrego wojaka Szwejka – złamał zasady etyki?
Członkowie Rady Etyki Mediów nie mieli co do tego najmniejszych wątpliwości. Oświadczenie przyjęliśmy jednogłośnie. Tego nie można było odczytać inaczej, aniżeli jako inwektywy pod adresem wymienionych konkretnie dziennikarzy. Cytuję z pamięci: „Gdy czytam (i tu padają nazwiska), to przypomina mi się arcydzieło „Przygody dobrego wojaka Szwejka”. A zwłaszcza jeden cytat: „Nachalne są te kurwy i zuchwałe”. Nie jest to świadectwo umiłowania kanonów literatury, tylko dowód na to, że autor sięgnął do znanego cytatu z powieści Jarosława Haška, aby obrazić tych ludzi.
Tego nie można odczytywać literalnie, kontekst był szerszy! Czy można twierdzić – jak uczynili to wymienieni dziennikarze „Gazety Wyborczej” – że Krzysztof Czabański „jest człowiekiem mediów, ale na takiej samej zasadzie, na jakiej nowotwór jest elementem organizmu”? To nie jest mowa nienawiści?
Nie podoba mi się to sformułowanie, ale jest wolność słowa i każdy – w granicach prawa – może mówić, co chce. Z całą pewnością ja bym się tak nie wyraził, zwłaszcza, że pracowałem wiele, wiele lat temu z redaktorem Czabańskim w jednej redakcji – „Dookoła świata”. Jest człowiekiem mediów.
Nie podziela Pan poglądu, że wielu dziennikarzy w programach informacyjnych TVN, Polsatu, TVP straszy prawicą, jak terrorystami?
Myślę, że obie strony sporu - zarówno dziennikarze identyfikujący się z prawicą, jak i z innymi nurtami polityki polskiej – nadużywają wedle Rady Etyki Mediów sformułowań, które mogą być przyjmowane, jako obraźliwe, jako inwektywy. Odbieramy to, jako sączenie jadu do uszu i oczu radiosłuchaczy, telewidzów i czytelników.
REM skrytykowała Krzysztofa Czabańskiego za cytat z literatury, tymczasem Jerzy Urban w najnowszym numerze NIE pisze o Rafale Ziemkiewiczu (cytuję za stroną internetową tygodnika, pomijając oryginalną pisownię): „jest spiralnym ch (…) m prawoskrętnym jak korkociąg. Z jego zgniłych jaj wylęgają się jadowite węże. Pier (…) ne to gady! Zamiast krwi, którą Ziemkiewicz powinien codziennie przelewać za Polskę, w żyłach jego płynie mocz pełen nieakceptowalnych zarazków”. To jest mowa miłości?
Otrzymaliśmy w tej sprawie skargę, rozpatrzymy ją w najbliższym czasie. Moim zdaniem jest to język kloaczny. Dziwiłby swoją podłością nawet wtedy, gdyby został spisany ze ścian toalety, a nie zostałby wydrukowany w piśmie. Każdy wie, że jest to autor skłonny do polemicznej przesady, sięgający po sformułowania często obraźliwe lub szkalujące, po język prześmiewczy, odczytywany à rebours.
