Z Bogusławem Chrabotą o pisaniu książek, Gmyzie i „Uważam Rze” rozmawia Marek Palczewski.

 

 

 

Bogusław Chrabota (ur. w 1964 r. w Krakowie). Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dziennikarz, publicysta, pisarz, szef Publicystyki TV Polsat. Debiutował w pismach podziemnych jako dziennikarz, później - jako poeta (wydał 3 tomiki poezji). Jego publikacje ukazywały się w „Tygodniku Powszechnym”, „Brulionie”, „Znaku”; współpracował z „Pressem”, „Ozonem”, „Newsweekiem” i „Wprost”, gdzie regularnie pojawiały się jego felietony.

Odznaczony Medalem "Niezłomnym w słowie". W 2006 razem z grupą Yeednoo wydał album Yeednoo, na którym pod pseudonimem Jabro Bogota wystąpił jako wokalista[

W ciągu ostatnich dwudziestu lat uczestniczył w wielu wyprawach do mniej
lub bardziej dostępnych rejonów Afryki. Napisał m.in. książkę „Mistyka Pustyni” (2011)
Jest zafascynowany kulturę Czarnego Lądu i Templariuszami, bluesem i muzyka etniczną.

 

 

Ostatnio dziennikarze coraz częściej sięgają po większe formy literackie i piszą książki. Z czego to wypływa? Czy z poszukiwania szerszej perspektywy, na przykład?

Myślę, że to nic nowego. Większość tych, którzy zostali pisarzami, wcześniej było dziennikarzami. Wiadomo, że kiedy ograniczamy się do krótkiej formy, to mamy często poczucie, że nie jesteśmy w stanie powiedzieć tego wszystkiego, co mamy do powiedzenia. Stąd sięganie po większą formę i stąd cała masa dziennikarzy, którzy stają się pisarzami, i którzy tworzą potem literaturę. To jest naturalny proces, wydaje mi się, że nie należy szukać tutaj żadnego innego dna. Zawsze tak było, tak jest i pewnie tak będzie, dopóki słowo pisane będzie miało znaczenie.

Kiedy Pan przygotowywał się do swoich wypraw na pustynię, to w co się Pan wyposażał, gdzie szukał informacji, jak docierał do swoich rozmówców, z którymi przecież dzieliła Pana bariera językowa?

Trzeba znać języki, na pewno. Mnie było dużo łatwiej porozumiewać się z tymi ludźmi, dzięki znajomości języka angielskiego głównie, bo to jest mój podstawowy język  komunikacji, troszeczkę mówię jeszcze po niemiecku i sporo rozumiem po francusku. To jest to podstawowe instrumentarium – język. Do pisania tej książki („Mistyka Pustyni” – red.) wykorzystałem też pewne umiejętności reporterskie, umiejętności obserwacji. Dziennikarstwo daje taki wrażliwy instrument poznania rzeczywistości; zauważamy szczegóły, i to niewątpliwie bardzo pomaga. Do pisania tej książki używałem również aparatu fotograficznego, to znaczy zrobiłem tysiące zdjęć po to, żeby zachować w kadrze te obrazy.

Niektóre z tych zdjęć są w pańskiej książce…

Tak, nie wszystkie oczywiście, ale poza jednym w tej książce, reszta to moje zdjęcia. To jest moja technika pracy: robię tysiące fotografii, żeby uwiecznić pewne szczegóły. Poza tym dziennikarstwo jest czymś, co daje nam zdolność otwarcia na ludzi. Uczymy się tego i w związku z tym bardzo łatwo wchodzę w kontakty z ludźmi. Mam wrażenie, że udaje mi się zdobywać nie tylko informacje, ale nawet zaufanie tych ludzi, po to, żeby więcej się od nich dowiedzieć.

Ale, czy bohaterowie pańskiej książki – np. Beduini czy Tauregowie – łatwo się otwierali? Czasami, co widać w niektórych dialogach, są oni lakoniczni, oszczędni w słowach.

Ale to też trzeba uszanować. Tam, gdzie nie możemy uzyskać dłuższej odpowiedzi, tam szukamy kontekstu, obserwujemy otoczenie, zdobywamy większą wiedzy… Ja nigdy nie męczyłem rozmówców. Jeżeli ktoś uznaje, że odpowiedź na moje pytania jest bez sensu, bo pytam o oczywistości, to przechodzę nad tym po prostu do porządku dziennego. Z całym szacunkiem uznaję, że różne rzeczy są oczywistościami w różnych kulturach.

Natomiast, wracając do wcześniejszego pytania, chcę podkreślić, że genialnym wynalazkiem przy tego typu pracy jest Internet. Na przykład, kiedy pisałem część biograficzną książki o trzech postaciach historycznych, trzech podróżnikach, to planowałem wyjazd do Londynu, po to, żeby grzebać w archiwach brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Geograficznego. Paradoks polega na tym, że w pewnym momencie zacząłem szukać w Internecie. Okazuje się, że cały zasób kronik XIX-wiecznych KTG  jest Internecie i nie muszę jechać do Londynu, żeby to wszystko obejrzeć i przeczytać.

Mam wrażenie, że zaczyna Pan odchodzić od dziennikarstwa w stronę pisania książek. Słyszałem, że przygotowuje Pan książkę o Templariuszach…

Parę rzeczy powstało w międzyczasie, spory tekst o Afryce, który wydany będzie przez Narodowe Centrum Kultury, a teraz właśnie pracuję nad książką o Templariuszach, która wiąże losy Templariuszy francuskich z Polską. To jest najnowsza rzecz, nad którą pracuję.

To jest taka odskocznia od dziennikarstwa?

To jest uzupełnienie. To znaczy, ja wiem, że w dziennikarstwie na ten temat wiele powiedzieć nie mogę, bo nie można w telewizji informacyjnej zanudzać ludzi, odbiorców, bardzo skomplikowanymi tematami. Ale skoro jest w człowieku pasja – bo przecież motorem tego wszystkiego jest pasja opowiedzenia pewnej historii – to nie należy tej pasji w sobie tłumić ani zabijać, tylko wręcz odwrotnie, należy szukać jakiejś formy ekspresji, i dla mnie jest nią pisanie książek.

Ale dziennikarstwo o Panu nie zapomina i dziennikarze też nie zapominają…Ostatnio był Pan proszony o skomentowanie sprawy Cezarego Gmyza, i – ku zdziwieniu wielu – jako publicysta zaliczany do tzw. mainstreamu, wziął Pan go w obronę. Dlaczego?

Ja myślę, że to jest tak: po pierwsze reporter jest od tego, żeby szukać prawdy. Inna jest rola reportera, który tej prawdy poszukuje, a inna redaktora, który tę prawdę weryfikuje i przekazuje dalej. Uważam, że Cezary Gmyz nie zgrzeszył, bo zdobył pewne informacje. Rolą redaktora było to, żeby te informacje przecedzić przez wiedzę uzyskaną z innych instytucji, z innych źródeł, żeby ją zweryfikować. W związku z tym, faktem jest, że w tej całej hecy na temat trotylu paradoksem byłoby, gdyby się okazało po pewnym czasie, że Cezary Gmyz – co jest bardzo prawdopodobne – miał rację; że tam były ślady trotylu czy czegokolwiek innego, bo mogły być. Pytanie: czy to należy wiązać z wybuchem w tupolewie? To już jest pytanie o cokolwiek innego, i od tego jest redaktor gazety i redaktor naczelny, żeby taką sugestię czy informację po prostu albo poprzeć dowodami, albo odrzucić.

Od tej sprawy (artykułu Gmyza – red.) zaczęła się toczyć kula śnieżna i zbierała ona kolejne ofiary. Co Pan myśli o przyszłości tygodnika „Uważam Rze”?

Wiem, że w poniedziałek ukaże się kolejny numer z dokładnie tymi samymi autorami, tylko z nowym redaktorem naczelnym, bo jak na razie - to jest sytuacja na dzień 1 grudnia, godzina 17. 40 – tylko jedna osoba złożyła wypowiedzenie* - Piotr Gabryel, który będzie jeszcze pracował przez 3 miesiące, bo tyle wynosi okres wypowiedzenia, w związku z tym, choćby ze względów formalnoprawnych ta ekipa nadal będzie wydawała „Uważam Rze”. Pytanie tylko, czy zaakceptuje nowego naczelnego? Nie wiem, bo go nie znam, natomiast znam większość autorów, którzy piszą do „Uważam Rze”, i jeśli uzyskają gwarancję, że profil, kierunek pisma zostanie utrzymany…to ja nie boję się o „Uważam Rze”.

A jak Pan ocenia zwolnienie redaktora naczelnego „Uważam Rze” Pawła Lisickiego?

Trudno mi się wypowiadać, Paweł Lisicki to jest mój kolega, i to dość serdeczny, i lubimy i szanujemy się wzajemnie. Natomiast, no cóż, on trochę igrał z ogniem. Nie można sobie igrać z właścicielem, wydawcą. Można pytać, ale akurat rola naczelnego pisma wydawanego w określonej korporacji czy koncernie, to jest jakiś rodzaj transmisji pomiędzy zespołem a właścicielem. Nie można obcinać gałęzi, na której się siedzi. Paweł troszeczkę taki ruch wykonał. Jestem oczywiście zwolennikiem wolności słowa, wolności budowania profilu redakcji, itd. itd., natomiast trzeba też być uczciwym i rzetelnym wobec właściciela. Jeżeli się go krytykuje, zawsze można złożyć dymisję.

 

 

Rozmowa nie jest autoryzowana. Bogusław Chrabota wyraził zgodę na publikacje bez autoryzacji.

 

 

 

*Weryfikacja tej informacji w redakcji „Uważam Rze” nie była możliwa w chwili publikacji niniejszego materiału (M.P. – 3 grudnia, godz. 1.00)

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl