Kilka razy do roku w Twojej gminie ukazuje się siermiężnie wydawana gazeta w formacie A-3 „Co u nas?”. Opisuje niemal same afery. Jak ją oceniasz?
To jest jedyne w pełni niezależne medium, bo powstaje wyłącznie z woli dwóch osób, które od dawna tropią lokalne układy, ujawniają nieprawidłowości. Zadziwiają mnie w tym swoją konsekwencją, wytrwałością, odwagą. Drążą tematy, które budzą zaniepokojenie lokalnej społeczności. Podziwiam ich dociekliwość w docieraniu do dokumentów i poddawanie niektórych spraw niemal morfologicznej analizie. Zestawiają statystyki, tabele. Redagują gazetę społecznie, wykładają pieniądze z własnej kieszeni. Nie mają dofinansowania z zewnątrz. Czasem znajdują drobnych sponsorów lokalnych. Kiedyś wydawali tę gazetę na lepszym papierze.
Ich konkurencją jest dwumiesięcznik „Na wzniesieniach”, wydawany przez Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Gminy Nowosolna, do którego należysz. Ale ta gazeta już nie jest tak odważna wobec lokalnej władzy.
Zapisałam się do tego stowarzyszenia, aby zorientować się, jak działa. Okazało się, że zachowuje pozory organizacji pozarządowej, a faktycznie opanowane jest przez ludzi wójta. W większości są tam dyrektorki szkół i ich podwładni, zastępca wójta, a prezesem jest wydawca i redaktor naczelny „Na wzniesieniach”. Jego żonę wójt zatrudnia w urzędzie. To stowarzyszenie udaje niezależne, ale przy okazji kolejnych wyborów popiera wójta. W rezultacie wójt ma dwa komitety wyborcze. Jeden, pozornie „społeczny”, a drugi swój.
Wydawcy „Co u nas?” twierdzą, że struktury państwa w gminie jakby nie działały.
W jakimś sensie tak. Na najniższym szczeblu samorządu pomimo dobrych intencji ustawodawcy wiele mechanizmów w praktyce nie sprawdza się. Dotyczy to choćby kadencyjności. Wójt mógłby być nawet największym głupcem, ale przy odpowiednich układach nie przeszkodzi mu to zasiadać w fotelu przez wiele lat .Taka bezterminowa władza demoralizuje.
Tak jest i w Nowosolnej?
Wójt Nowosolnej piastuje to stanowisko od ponad 20 lat. Ale to wcale nie jest wyjątek. Taka sytuacja nie należy do rzadkości w całym kraju ,tworząc przyjazne warunki do rozwoju samorządowych „błędów i wypaczeń”.
Jaki jest sposób na przyspawanie się do stanowiska?
W małych gminach wójt bywa największym pracodawcą i łatwo może wykorzystywać swój urząd do tworzenia prywatnych struktur, które na czas wyborów przekształcają się w maszynkę do głosowania. Struktury urzędowe gminy rozdmuchiwane są ponad potrzeby społeczności lokalnej. W ten sposób, nie z własnej kieszeni, tylko za pieniądze podatnika, wójt buduje swój żelazny elektorat.
Czujesz silny nepotyzm?
Bardzo silny, ale nie znaczy to, że zatrudnia członków swojej rodziny. To jest innego rodzaju nepotyzm, polega na uzależnianiu służbowym. Na przykład wójt zatrudnia zgodnie z ustawą dyrektorów szkół - oni z kolei zatrudniają „swoich” ludzi. Nie ma w tym nic niezgodnego z prawem, ale to oczywiste, że nauczyciele zasilają armię wójta. Podobnie jest z Zakładem Gospodarki Komunalnej, biblioteką, przedszkolami, hydroforniami, świetlicami środowiskowymi .Nawet oddziały Ochotniczej Straży Pożarnej mogą powiększać elektorat, gdy wójt jest członkiem władz wyższej instancji tej organizacji. Wójt ma olbrzymie możliwości sterowania i manipulowania tymi środowiskami.
Ale przecież gmina Nowosolna, obejmująca park krajobrazowy, jest atrakcyjna dla wielu łodzian, którzy tam zamieszkali. To nie są ludzie wójta.
Rzeczywiście w ostatnich latach doszło do znacznych zmian socjologiczno- demograficznych. To była gmina typowo rolnicza, ale już w mojej wsi, Kalonce, na pół tysiąca mieszkańców ostało się ledwie sześciu rolników. Od dawna jednak w gminie prowadzono strategię skłócania starych z nowymi, bo jak wśród lokalnej społeczności nie ma jedności, to łatwiej nią manipulować. Na zebraniach wiejskich wójt stosuje nowomowę, język specyficzny, który trudno zrozumieć. Ale na tym właśnie rzecz polega - ludzie zwłaszcza prości, lub słabiej wykształceni nie rozumiejąc czują się zawstydzeni i nie zadają niewygodnych pytań. Myślą zapewne, że wójt jest taki mądry, a oni głupi. Łatwo na takiej społeczności trenować socjotechnikę. Z czasem jednak budowali tu swoje domy ludzie bogaci, niezależni, wykształceni. I oni dopiero zaczęli stawiać wójtowi wymagania. Pytali: od czego pan jest? Każe pan drogi wysypywać i utwardzać gruzem budowlanym, w którym są gwoździe i szkło, a nam się samochody psują.
Jakie są inne narzędzia władzy wójta?
W gminie jest wiele gruntów rolnych, piątej, szóstej klasy. Łodzianie chcą kupować ziemię. Do kogo należało przekwalifikowanie jej na grunty budowlane? Zwłaszcza, gdy nie było planów zagospodarowania przestrzennego.
Do wójta, ale przecież jest jeszcze rada gminy.
No tak, ale na piętnastu radnych dziesięciu to żołnierze wójta. Są wśród nich członkowie jego komitetu wyborczego. Przegłosują każdą uchwałę, jaką wójt zechce. Pozycja rady w lokalnym samorządzie jest słaba, a wójta bardzo mocna. To on rozdaje karty i jeśli nie ma silnego kręgosłupa, etycznej wytrzymałości i dojrzałości społecznej, ma tak nieograniczone pole do przekrętów, że głowa odpada. Jest praktycznie bezkarny. Jeżeli jeszcze jest doświadczonym samorządowcem, cwanym i znającym przepisy, to może kombinować w białych rękawiczkach. I pozornie wszystko jest zgodne z prawem. Nie ma przestępstwa.
I może się to wszystko odbywać pod nosami VIP-ów mieszkających w gminie Nowosolna? Jak prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego, pierwszego zastępcy prezydenta Łodzi Radosława Stępnia czy dziennikarki TVN Marzanny Zielińskiej?
Może, bo coroczne kontrole RIO, czy od czasu do czasu kontrole NIK sprawdzają tylko papiery, a w nich wszystko się zgadza. Ustawa mówi, że za kontrolę gospodarności w gminie odpowiada rada. A skoro rada jest ramieniem wójta, to kto ma tę gospodarność kontrolować?
Jedyna nadzieja w niezależnych mediach, takich jak „Co u nas?”. Gdyby kłamali, wójt podałby ich do prokuratury?
Z pewnością tak. Opublikowali kiedyś pajęczą sieć, pokazując, jaki system powiązań i uzależnień zbudował wójt. Ale związani z wójtem radni się wtedy nabuldoczyli, odsądzali wydawców od czci i wiary, grozili im sądem. Przecież twórcy mają prawo do przenośni i porównań. Nie widziałam w tym żadnego przestępstwa.
Widzisz szanse wyjścia z tej matni?
Jako radna uczę się samorządu od trzech lat i widzę, że czas chyba dojrzał do korekty Ustawy. Pora przede wszystkim wzmocnić funkcję kontrolną rad gminy nad organem wykonawczym i uchwałodawczym jakim jest wójt. W tym celu powinno się być może „oderwać” osoby kandydujące na radnych od komitetów wyborczych kandydatów na wójta. Ważna jest też praca nad wiedzą i świadomością wyborców, aby głosowali na kandydatów jak najbardziej niezależnych od struktur władzy w gminie. Tylko tacy radni mogą rzetelnie oceniać poczynania wójta i twardo stać na straży interesu publicznego, a nie lokalnych koterii. I tu wracamy do funkcji informacyjnej i edukacyjnej niezależnych mediów. Ich rola w ukazywaniu spaczonych mechanizmów władzy samorządowej jest nie do przecenienia.
Tekst ukazał się na portalu www.pogotowiedziennikarskie.pl
