Przygotowujesz biografie Tadeusza Mazowieckiego. Chciałby porozmawiać o dziennikarskich przygodach pierwszego premiera. Zaczęło się w latach 40. w tygodniku „Dziś i Jutro” wydawanym przez PAX Bolesława Piaseckiego. Jak Mazowiecki trafił do tego środowiska?
Zacięcie publicystyczne Mazowiecki pokazał jeszcze w szkole średniej. W 1946 wysłał do „Tygodnika Powszechnego” relację z ingresu biskupa płockiego. Ten tekst nigdy się nie ukazał. Z grupą „Dziś i Jutro” związał się na studiach w Warszawie. Dlaczego? Był młodym człowiekiem, który odczuwał potrzebę działalności społecznej i politycznej…
…ale środowisko PAX to dość daleko od środowiska „Tygodnika Powszechnego”.
Wtedy jeszcze różnica nie była tak wyraźna. Na łamach obu pism można było spotkać te same nazwiska. Grupa „Dziś i Jutro” była otwarta na młodzież, poza tym była na miejscu i poszukiwała młodych katolików gotowych zająć się sprawami publicznymi i pod tym względem Mazowiecki świetnie się do tego nadawał. Interesowały go idee personalizmu nieobce też tej grupie.
A „Tygodnik”?
„Tygodnik Powszechny” był środowiskiem bardziej zamkniętym i mocno skupionym wokół samego pisma. Natomiast „Dziś i Jutro” chciało być przede wszystkim środowiskiem, a Mazowieckiemu marzyło się budowanie jakieś siły politycznej. Pytanie na ile były mu bliskie idee Piaseckiego? Na pewno próba łączenia socjalizmu z katolicyzmem tak. Mazowiecki wtedy wierzył w socjalizm, ale ten jego socjalizm był bardzo pluralistyczny światopoglądowo i w sposób oczywisty było tam miejsce dla katolików.
Potem był zastępcą naczelnego w katolickim dzienniku „Słowo Powszechne”, którego jednak Episkopat za pismo katolickie uznać nie chciał, a na koniec swojej przygody z PAX-em został naczelnym „Wrocławskiego Tygodnika Katolików”. Wtedy ukazał się tam artykuł krytykujący biskupa kieleckiego Kaczmarka skazanego wkrótce na 12 lat więzienia za „usiłowanie obalenia ustroju PRL i propagandę na rzecz waszyngtońsko-watykańskich mocodawców”. Jak późniejszy premier tłumaczył ten okres?
Dał się zmanipulować sfabrykowanym zeznaniom biskupa Kaczmarka. Jak teraz wiadomo, biskupa w śledztwie złamano, a jego zeznania brutalnie wymuszono. Co ciekawe Mazowiecki znał biskupa jeszcze z Płocka, ale stało się tak, że napisał ten tekst. Trzeba jednak pamiętać o proporcjach. To była prasa paxowska. PAX był wtedy raczej na marginesie życia politycznego kraju, a lokalny paxowski tygodnik był marginesem tego marginesu. Siła rażenia tego tekstu była dużo mniejsza niż niektórzy to teraz opisują, ale oczywiście nie zmienia faktu, że był to błąd.
Potem były lata 60. Tadeusz Mazowiecki kieruje „Więzią”. To pismo i środowisko jest dla niego niesłychanie ważne. Jest też do roku 1972 posłem na Sejm w ramach kola poselskiego Znak. Ścisłe powiązanie działalności wydawniczej i politycznej. Pytanie jest takie. Czy dla Mazowieckiego dziennikarstwo i publicystyka były ważne same z siebie, czy też były jedynie narzędziem uprawiania polityki?
Wydaje mi się, że obydwie odpowiedzi są prawdziwe. Jego rzeczywiście ciągnęło do dziennikarstwa i publicystyki. Najlepszym chyba tego przykładem jest to, że w 1981 bez wahania stanął na czele „Tygodnika Solidarność”. Ze wspomnień, z którymi ja się spotkałem wynika, że był naczelnym niesłychanie pilnym, sumiennym, wymagającym i poświęcającym temu pismu mnóstwo czasu. Kierowanie pismem go fascynowało. Jednak przez cały czas była również ta chęć działania publicznego, wpływania na politykę, a w tamtych czasach posiadanie pisma było właściwie jedyną możliwą formą działania publicznego, politycznego jakoś niezależnego od władzy. Jednak wbrew pozorom w latach 60. pomimo zasiadania w Sejmie najważniejsza dla niego była „Więź”. Bycie posłem traktował nieco przedmiotowo. Po prostu nawet peerelowski poseł był w lepszej sytuacji np. w kontaktach z Urzędem ds. Wyznań, czy cenzurą niż dziennikarz katolickiego pisma czy działacz Klubu Inteligencji Katolickiej. Łatwiej było załatwić paszport dla kogoś z redakcji czy choćby nawet papier na druk.
Skoro doszliśmy do „Tygodnika Solidarność”. Jak o tym piśmie myślał Mazowiecki w 1981? To miało być pismo niezależne do związku, tuba związku, a może Mazowiecki chciał i tu poprzez pismo kształtować rzeczywistość wpływając nie tylko na czytelników, ale i na władze Solidarności?
Zdecydowanie ten ostatni wariant. On jako doradca Solidarności był zwolennikiem umiaru w działaniach związku i to myślenie bez trudu można odnaleźć w tekstach „Tygodnika Solidarność”. To było wtedy wpływowe pismo i redaktor naczelny wykorzystywał go do łagodzenia postaw w związku, który z każdym miesiącem coraz bardziej się radykalizował. Chciał studzić te gorące głowy i kto sięgnie do starych numerów pisma bez trudu to odkryje.
No to na koniec pytanie o rok 1989. Tadeusz Mazowiecki zostaje premierem. Rząd jest w 100 proc. właścicielem „Rzeczypospolitej”. Mazowiecki mianuje naczelnym Dariusza Fikusa, ale według wspomnieniowego tekstu jaki znalazłam w Rzepie, premier wcale nie palił się do pełnej niezależności gazety. Chciał by ta wprawdzie już nie jako tuba, ale jednak pełniła zadanie wysokonakładowego tłumacza poczynań rządu. Czy to znaczy, że po wielu latach traktowania swoich kolejnych wydawnictw jako środka przekazu, propagowania własnej polityki miał kłopot z zaakceptowaniem w pełni niezależnej prasy?
Mazowiecki, ale także cały ówczesny rząd bał się w jakimś sensie „nieodpowiedzialności” prasy. Oni zdawali sobie sprawę, że przyjdzie im realizować trudne do zrozumienia reformy i obawiali się, że mogą zostać bez środka komunikacji ze społeczeństwem, co może rzutować na powodzenie tych reform. Takie myślenie na pewno miało miejsce i może dlatego też sam urząd cenzury zlikwidowano dopiero w kwietniu 1990.
