Czy przyjaźń pani sędzi z adwokatem może być sprawą prywatną?
Absolutnie nie, bo to są zawody publicznego, społecznego zaufania. Tekst „Dream team” pokazuje sytuację, która, obawiam się, nie występuje tylko w Nowym Targu, ale stanowi większy problem.
Wspólne chodzenie po Tatrach, do kina, opery czy na basen, gra w tenisa może już oznaczać, że sędzia z adwokatem dogadują się także ponad wymiarem sprawiedliwości?
Wydaje mi się, że nie jest to zgodne z zasadami etyki, zwłaszcza sędziego. Myślę, że dobry sędzia zdaje sobie sprawę, że jak staje naprzeciwko adwokata, musi być bezstronny. Jeśli zaś mają ze sobą związki towarzyskie, albo bardziej bliskie, nie wiemy do końca jakie w tym przypadku one są, choć w małym miasteczku różnie się mówi …
… sugeruje pan, że są kochankami?
Tego nie wiem, choć mieszkańcy tak sugerują. Nie ma to jednak większego znaczenia. Oni sami mówią, że są w związku towarzyskim, przyjacielskim. Wydaje mi się, że to już wystarcza, aby sędzia się wyłączył. To jest jego obowiązek. Tymczasem w rozmowie z panią sędzią usłyszałem, że – jej zdaniem – to nic złego. Jak w takim razie ma się czuć druga strona przed sądem, kiedy wie o tym, że jego adwersarzem jest adwokat zaprzyjaźniony z sędzią, która ma wydać obiektywny wyrok. Nie ma co liczyć na pozytywne myślenie sędzi, na jej bezstronność. Raczej podejrzewa, że nie ma szans i przegra. Tak nie może być.
Ale czy ona – a ma opinię świetnego prawnika – nie zachowuje bezstronności, kiedy na sali, jako obrońca staje jej przyjaciel?
Tego nie wiem. Nie jestem w stanie udowodnić, czy była bezstronna, wejść w jej głowę i zastanowić się, co myślała. Powstał jednak precedens: osoby stające przed sądem nie mają pewności co do tego, czy wyrok zostanie wydany sprawiedliwie. Absolutnie mają prawo do podejrzeń, że wyrok jest oparty o relacje towarzyskie między sędzią a adwokatem. Prawnicy przyznają, że są parą, co najmniej towarzyską. Razem chodzą na basen i wyjeżdżają w góry. Łączy ich więź, która może dawać podstawy do przypuszczenia, że sędzia nie wyda wyroku obiektywnego, tylko taki, który jest miły dla jej przyjaciela adwokata.
Na układy nie ma rady, mówi jeden z bohaterów pana tekstu, ale przecież w razie wątpliwości można wyłączyć sędziego.
Takie próby na pewno były, ale strach przed sądem, przed ludźmi w togach jest tak daleki, że podsądni boją się pisać w prośbach o wyłączenie o tego typu osobistych relacjach. Mało tego, takie pisma piszą zwykle ich adwokaci, a oni także się obawiają, że jeśli użyją tego argumentu, to w przyszłości przegrają wszystkie sprawy. Podzielam ich obawy. Adwokat, który ma świadomość, że będzie wielokrotnie stawał przed tym sędzią nigdy nie zdecyduje się, żeby w prośbie o wyłączenie pisać o nieformalnym związku sędziego z adwokatem. Boją się. Niestety w sądach rejonowych, a nawet okręgowych tego nie rozumieją. Dzisiaj rozmawiałem z rzecznikiem sądu w Nowym Sączu, który z radością oświadczył, że zanalizowali wszystkie sprawy i nie dostrzegli żadnych nieprawidłowości. Powiedziałem, że mój tekst nie dotyczył nieprawidłowości w procesach, tylko związku sędziego z adwokatem. Na pytanie, czy nie jest to wystarczający powód, aby nie stawali oni na jednej sali rozpraw, rzecznik nie potrafił odpowiedzieć. Uważa, że nie ma dowodów, że są parą.
Bo fakt, że chodzą razem w szlafrokach na publicznym basenie nie musi tego oznaczać.
Oczywiście. Nie przekroczyłem tej granicy, aby napisać, że są parą, bo nie miałem na to dowodów. Wiedziałem tylko – i to napisałem – że są ze sobą blisko związani towarzysko i obnoszą się ze swoją przyjaźnią. To już wyklucza ich obecność na jednej sali rozpraw.
Waldemar Żurek z Krajowej Rady Sądownictwa twierdzi, że „sędzia powinien unikać jakichkolwiek sytuacji, które by wywoływały uzasadnione podejrzenie co do jego bezstronności”. Ale spraw, w których tych dwoje spotykało się w procesie – jak twierdzi cytowany przez pana adwokat – było kilka. Jedną przegrał.
Nie, spraw tych było kilkadziesiąt i wszystkie wygrał. Mam przy biurku listę osób, które zgłosiły się po publikacji i chcą rozmawiać. Jest ich już mniej więcej trzydzieści. Ludzie przypominają sobie sprawy sprzed kilku lat, uważają się za poszkodowanych. Oczywiście będą wśród nich tacy, którzy zostali osądzeni sprawiedliwie. Nie ma co do tego wątpliwości.
Jakie były konsekwencje pana reportażu?
Sąd Okręgowy w Nowym Sączu bada czy te sprawy miały właściwe rozstrzygnięcia. Ale po wspomnianej rozmowie z rzecznikiem znam wynik. Sąd wyda oświadczenie, że wszystko jest ok. Mój tekst nie sugeruje, że zapadały niesprawiedliwe wyroki tylko, że przez relacje osobiste nikt nie ma pewności czy rozprawy zostały przeprowadzone obiektywnie i sprawiedliwie.
