Czy autorzy wulgarnych lub antysemickich wpisów w internecie są bezkarni?

W świetle prawa nie. Ale w praktyce, w większości tak, gdyż trudno dotrzeć do administratora serwera. Jeśli jednak jest to elektroniczne wydanie gazety, dziennika lub czasopisma, namierzyć administratora jest łatwo. Wtedy wydawca ponosi odpowiedzialność i ma regres w stosunku do osoby, która zamieściła zniesławiającą kogoś wypowiedź.

Ale jak ma dochodzić swych praw znieważony, skoro portale odmawiają podania nazwisk autorów wpisów? Może je zdobyć – i robi to – prokuratura, ale i tak internauci nie chcą się przyznać. Zeznają, że kto inny miał dostęp i korzystał z komputera.

Wtedy odpowiada wydawca. Zależy jednak, z jaką platformą mamy do czynienia. Portale społecznościowe - Facebook, Twitter czy Nasza Klasa - nie są prasą w rozumieniu prawa prasowego. Inaczej w przypadku tvn24 czy se.pl. To są mutacje czasopism.

Uważasz, że posty na forum trzeba traktować jak treści redakcyjne, a administratora, jak wydawcę?

Oczywiście, że tak. Wpisy internetowe są jak listy do redakcji, których nie opatruje się komentarzem, tylko drukuje, jak leci.

Wulgarne czy antysemickie wpisy podlegają prawu prasowemu?

Oczywiście. „Gazeta Wyborcza”, „Polityka” czy „Dziennik Łódzki”, niemal wszystkie redakcje, które mają wydania elektroniczne, są odpowiedzialne za to, co tam się wypisuje. One nawet nie podlegają ograniczeniom odpowiedzialności wynikających z ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Na taką ochronę mogą liczyć portale społecznościowe. Ale jest orzeczenie Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, który uznał: jeśli administrator portalu ma wiarygodną wiadomość, że dany komentarz jest bezprawny, to powinien go niezwłocznie usunąć. Jeśli z tym zwleka, poniesie odpowiedzialność.

Niedawno adwokat Roman Giertych wygrał w Sądzie Najwyższym z hejterami.

Tak, pozwał wydawcę portalu fakt.pl za nienawistne i rasistowskie wpisy, a wydawca powoływał się na regulacje unijne.

Zgodna z nimi ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną zwalnia wydawców od odpowiedzialności za bezprawne wpisy, jeśli o nich nie wiedzieli. Nie odpowiadają za nie także, jeśli się dowiedzą i je usuną. Sądy oddalały więc pozew Roman Giertycha, ale ten złożył kasację do Sądu Najwyższego i wygrał. Regulacje unijne zwalniają wydawców od odpowiedzialności?

I tak, i nie, bo Sąd Najwyższy powołał się na wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu z października 2013 roku. Chodzi o sprawę Delfi AS przeciw Estonii. Delfi prowadzi portal, na którym nie moderowano wypowiedzi internautów, ale działał automatyczny system blokujący wulgaryzmy i usuwano je także po zgłoszeniu przez czytelników. Regulamin portalu zabraniał rzecz jasna publikacji treści obraźliwych. Niestety, system w praktyce nie był doskonały i wulgaryzmy się pojawiały. Także pod artykułem o spółce zajmującej się przewozem promowym. Jej właściciel zażądał ich usunięcia i odszkodowania. Wygrał. Sądy uznały odpowiedzialność portalu. Delfi zarzuciła Estonii naruszenie swobody wypowiedzi i poskarżyła się do Trybunału w Strasburgu. Ten przyznał rację estońskim sądom. Orzekł, że portal należy traktować, jak prasę i nie podlega on tym samym regulacjom, na które powoływał się też polski „Fakt”. Regulacje unijne usług świadczonych drogą elektroniczną dotyczą bardziej działań komercyjnych, a nie prasowych. Portale podlegają więc prawu cywilnemu i prasowemu.

Czy to oznacza, że portale zaczną wreszcie płacić za obraźliwe komentarze?

Poważne portale będą ograniczać i monitorować treści komentarzy. Jeśli coś przegapią, będą płacić! Ważne jednak, jaki to będzie portal. Na portalach społecznościowych wymiana poglądów i informacji nie ma takiego wymiaru prawnego. Co innego, jeśli pod artykułem poważnego dziennikarza ukazują się wyzwiska, schizofreniczne komentarze. Moim zdaniem narusza to autorskie prawo osobiste dziennikarza, który z pewnością nie życzyłby sobie, aby tak komentowano jego tekst. Po drugie: narusza prawo osób trzecich, zniesławianych z imienia i nazwiska. Czasami atakowany jest sam dziennikarz. To jest niedopuszalne.

Ale jak to śledzić? Są na to sposoby?

Są. Komentarze można publikować po pewnym czasie, moderatorzy decydują: puścić lub nie. Z jednej strony posty uatrakcyjniają teksty, z drugiej – wypaczają ich sens. Jak się czyta niektóre komentarze, widać, że po długiej wymianie zdań zupełnie nie dotyczą już artykułu.


 


 


 


 


 


 


 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl