Pani reportaż „Jadą wozy” z pozoru opowiada o grupie starszych mieszkańców wsi Berżniki, którzy wykorzystując unijne fundusze zrobili kolorowe konne wozy i podróżują nimi po okolicy organizując podczas tych wypraw rozśpiewane pikniki. I to jest pogodny obrazek. Jednak dla mnie ten reportaż jest o tym jaka za tą rozrywka stoi alternatywa. Jest nią koszmarna nuda nadgranicznej prowincji na ścianie wschodniej.
Dla mnie ten reportaż jest i o jednym i o drugim. Ja o tej inicjatywie przejażdżek kolorowymi wozami dowiedziałam się przez przypadek i oczywiście jak poznałam uczestników serce mi urosło, bo serce rośnie gdy się spotyka ludzi, którym chce się chcieć. Mają pomysł i mają determinację, żeby go zrealizować. Oczywiście każde takie przedsięwzięcie musi mieć swojego lidera i tak też było w tym wypadku, ale oprócz niego są też inni i tak powstaje grupa ludzi, która wspólnie realizuje przedsięwzięcie. Potem drugie, a jeszcze później trzecie.
A ta ciemniejsza strona podlaskiej rzeczywistości?
Podczas moich wędrówek po Podlasiu ja przeważnie spotykam ludzi, którym się nie chce. Nie chce im się nawet siedzieć na ławeczce przed domem. Zresztą te domy często są opuszczone lub mieszka w nich jedna osoba. Spotykam ludzi w wieku średnim, w pełni sił, z dobrym zawodem ale im się nie chce! Nic im się nie chce. Im się nie chce nawet wpaść na pomysł, a co dopiero coś zorganizować. Dlatego tak ważny jest każdy przejaw aktywności i dlatego zrobiłam ten reportaż.
Na ile, według Pani reporterskich obserwacji ten marazm jest wynikiem owego podlaskiego „niechcenia”, a na ile skutkiem czynników obiektywnych?
Podlasie zawsze było rejonem ubogim i to się nie zmieniło. W Białymstoku i miasteczkach regionu jeszcze widać jakieś życie, ale na wsi… Najaktywniejsi, młodzi wyjechali za chlebem, nie wracają i już nie wrócą. Zostali starzy i apatyczni. Są całe wioski „pogodzonych z życiem” żyjących z zasiłku, renty czy emerytury swojej lub matki czy nawet babki. Małe, rodzinne gospodarstwa rolne już nie funkcjonują. Ziemia często została sprzedana i zasiliła nieliczne, wielohektarowe, nowoczesne gospodarstwa. Większość mieszkańców czuje się nikomu niepotrzebna, jest zgorzkniała i wydaje się im, że już nic dobrego ich nie spotka.
Opisuje Pani wielką zmianę cywilizacyjną dokonującą się w przeciągu zaledwie kilkunastu lat. Ten projekt z kolorowymi wozami nie jest pierwszym realizowanym przez grupę z Berżnik. Wcześniej było zbieranie starych pieśni, warsztaty kulinarne, czy warsztaty rękodzielnicze, czyli coś, co kiedyś istniało naturalnie. W zimowe wieczory kobiety zbierały się by wspólnie coś wydziergać czy upiec, a przy okazji śpiewały. Tego świata już nie ma, ale on nie jest zastępowany przez coś innego tylko po prostu umiera.
Niestety to prawda. Ostatnio spotkałam podlaską tkaczkę tkająca na jednoosnowowych krosnach. Potem dowiedziałam się, że to jest ostatnia taka tkaczka na całym Podlasiu podczas gdy kiedyś Podlasie stało właśnie owymi jednoosnowowymi narzutami, kilimami, dywanami. Ona wspominała, jak tkanie było między innymi okazją do spotkań, ale to się skończyło i wygląda na to, że nie ma do tego powrotu.
Pani bohaterowie wykorzystują unijne fundusze, ale z tym też jest problem. Obowiązuje zasada, że najpierw trzeba wyłożyć własne pieniądze, a dopiero później można liczyć na ich zwrot.
Tak. Pierwszy ich projekt zamknął się deficytem 10 tys. złotych. To dla nich duża suma. Jednak nie poddali się, a z następnymi poszło lepiej i nawet na nich co nieco zarobili na kolejne. Jestem przekonana, że ta grupa będzie realizować następne pomysły.
Ze sposobu Pani opowiadania o tym widzę, że ma Pani dużo satysfakcji z nagłośnienia tego pozytywnego przykładu.
Ja oczywiście często robię też reportaże o tej ciemniejszej, apatycznej stronie Podlasia, ale opisanie takiego pozytywnego przypadku daje dużo satysfakcji. Może dzięki temu powstanie inna grupa i zrealizuje jakieś inne pomysły. Właściwie może wystarczyłby nawet jeden słuchacz, byle stałby się lokalnym liderem. Rola lidera jest bardzo ważna. Konieczna jest osoby, która zapali innych, napisze projekt, zdobędzie pieniądze i podtrzyma projekt gdy są kłopoty.
No to życzę więcej takich pozytywnych tematów.
Bardzo dziękuję.
