Otrzymał Pan Nagrodę Prezesa TVP, między innymi za krzewienie wolności. Jak by Pan ocenił, w jakim stopniu pańska działalność wydawnicza, filmowa, przyczyniła się do naszej wolności?

Już mądrzejsi i starsi ode mnie powiedzieli, że na początku było słowo. Nie mam wątpliwości, że wolne słowo, które rozwijałem poprzez niezależny ruch wydawniczy lat 70. i potem w latach 80. przyczyniło się do odzyskania niepodległości i wolności przez Polskę. Z tego, że uczestniczyłem w tym ruchu mogę się tylko cieszyć. Że od momentu, w którym byłem w miarę świadom, to znaczy kiedy skończyłem 18 lat, byłem po dobrej stronie.

Czy można powiedzieć, że gdyby nie KOR, NOWA, Kontakt, video-Kontakt, to…

No dobrze, ale gdyby nie tysiące innych rzeczy, to nie byłoby wolnej Polski. Na to się złożyło mnóstwo przeróżnych spraw i wydarzeń. Gdyby nie ROPCiO (Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela), KPN (Konfederacja Polski Niepodległej), Studenckie Komitety Solidarności, Solidarność, Tymczasowa Komisja Koordynacyjna Solidarności w podziemiu, gdyby nie blisko 2 700 tytułów prasy podziemnej, która wychodziła w Polsce w latach 80, i tak dalej…

To nie byłoby tego, co jest dzisiaj. A czy jest Pan zadowolony z tego stanu wolności, który teraz mamy w Polsce?

Oczywiście, że jestem niezadowolony, bowiem nie tak sobie tę wolność wyobrażałem, ale trudno. Czym innym natomiast jest być niezadowolonym i mieć świadomość, że jest się w więzieniu i mieszka w zniewolonym kraju, a czym innym być niezadowolonym i czuć się wolnym człowiekiem, mając jednocześnie możliwość naprawy tego, co mi się nie podoba. Mogę powiedzieć, iż jestem człowiekiem niezadowolonym, ale bardzo szczęśliwym.

Zasugerował Pan, że mogłoby być inaczej, że pańskie wyobrażenia o wolności były inne.

Wydawało mi się, że jeżeli będziemy mieli wolne słowo, to ono będzie kwitło. Dziś okazuje się, że mamy wolne słowo, ale nie czujemy żadnej odpowiedzialności za to słowo. Że można powiedzieć wszystko, że leje się z radia, z telewizji, ostre mordobicie, bo to trudno inaczej nazwać. Że to, co wyprawiają nasi, no nie moi, politycy, woła o pomstę do nieba, że traktują nas jak bydło, bo zamiast starać się informować, przekonywać do swoich racji, zajmują się tylko i wyłącznie targaniem po szczękach. To wynika właśnie z braku odpowiedzialności za słowo.

Dlaczego tak się dzieje?

Bo zachłysnęliśmy się tą wolnością i jeszcze nie wiemy, że wolność musi być w jakiś sposób ograniczana odpowiedzialnością za nią, że nie wystarczy być wolnym, trzeba być jednocześnie odpowiedzialnym.

A dziennikarze mają w tym udział? Mają udział w propagandzie?

Ależ oczywiście, że tak. Można powiedzieć z grubsza, że są dwa stada dziennikarskie; jedno stado dziennikarskie biega z jedną grupą mediów, drugie stado z drugą. Proszę mi wskazać niezależnych dziennikarzy, tak zwanych freelancerów, którzy byliby w stanie gdzieś przebijać się… Nie, nie ma takich.

Jest kilku.

Zgoda. Jest kilku klepiących biedę, próbujących coś tam publikować w Internecie na portalach o niewielkim zasięgu. Jednocześnie społeczeństwo coraz bardziej dorasta do tego, żeby to dziennikarstwo, które jest coraz bardziej dziennikarstwem na zamówienie, dziennikarstwem nierzetelnym, powoli eliminować. Dziś dziennikarze wypowiadają się na różne tematy, na których się nie znają, rzucają oskarżenia wobec niewinnych ludzi, a przecież łatwo byłoby je sprawdzić. Lenistwo dziennikarskie jest przerażające.

Dzięki pańskiej działalności została poniekąd zarchiwizowana historia Polski ostatnich dziesięcioleci. Powtarza Pan, że chodziło o zachowanie obiektywizmu przekazu, żeby odbiorca nie zarzucił Panu uprawiania propagandy.

Po pierwsze starałem się wyważać różne punkty widzenia, bo przecież w każdej sprawie można mieć bardzo różne opinie. To widz powinien wyrobić sobie zdanie na podstawie prezentowanych opinii, a nie w taki sposób, że ja mu coś do głowy wkładam. Wiemy z naszej historii, co się działo z przekazem o Piłsudskim. Dziś już nie ma wątpliwości, że był to jeden z największych umysłów XX wieku, jednakowoż przed II wojną światową trwała ostra polemika pomiędzy jego zwolennikami i przeciwnikami. Wówczas czytelnik prasy miał możliwość oceny. Dziś, jeżeli „biega” z jednym stadem, to nie będzie wiedział jakie zdanie ma stado przeciwne.

Domyślam się, że na pańską postawę z pewnością miało wpływ wychowanie, które wyniósł Pan z domu rodzinnego. Przypomnę czytelnikom, że pańska matka, Maria Stypułkowska-Chojecka (ps. Kama), była uczestniczką zamachu na Franza Kutscherę.

Ja myślę, że na postawę człowieka składa się wiele elementów. Poza tym, że wychował mnie dom, to było także harcerstwo, a także szkoła. Miałem ogromne szczęście, że w końcowym okresie edukacji moją nauczycielką i wychowawczynią była Krystyna Starczewska. To jest osoba, która sama została wyrzucona ze szkoły, potem współpracowała blisko z KOR-em. W okresie stanu wojennego była odpowiedzialna za podziemną naukę i oświatę, a przy okrągłym stole była szefową podstolika ds. oświaty. Jednocześnie była założycielką i dyrektorką pierwszego w Polsce społecznego liceum ogólnokształcącego. Stało się to jeszcze w 89. roku, przed powołaniem rządu Mazowieckiego.

W jakimś procencie wpływ na mnie miała także komuna, a to z tego powodu, że jak pan miał ciągle sączącą się propagandę z gazet, z radia i z telewizji, to pan już wiedział, że nigdy więcej nie będzie chciał uprawiać podobnej propagandy. Z propagandą walczyć można tylko poprzez bycie obiektywnym. Dlatego komuna miała na mnie tak duży wpływ.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl