Czy „Gazeta Bankowa” jest na czarnej liście Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego?

Wszystko wskazuje na to, że tak. Nie wiemy, co dalej będzie, ale spróbujemy wejść na następną konferencję prasową.

Ostatnio nie wpuszczono na konferencję waszego dziennikarza Jacka Strzeleckiego. Incydent?

To było skandaliczne i karygodne. Niedopuszczalne.

Z czego wynikało?

Moim zdaniem z pytań, jakie wysłaliśmy im przed długim weekendem majowym i w dniu nie zapowiadanej wcześniej konferencji UKNF. Także z tego, że - w przeciwieństwie do innych mediów ekonomicznych - nie boimy się dzisiaj podejmować trudnych tematów związanych z funkcjonowaniem Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego. Jako dziennikarz w „Pulsie Biznesu”, w „Newsweeku” i w „Forbesie” nie odpuszczałem KNF-owi. Za każdym razem starałem się wytykać im błędy, gdyż tak naprawdę powinien to być urząd specjalnej troski, pozostający pod lupą wszystkich mediów i aparatu państwowego. Jest to bowiem - w mojej ocenie, jako dziennikarza ekonomicznego - najważniejszy urząd państwowy w Polsce. Instytucja ta czuwa nad bezpieczeństwem całego rynku finansowego w kraju.

Ale co mogło ich wkurzyć? Jakie pytania zadaliście?

W dużym skrócie: pytaliśmy o korupcję w KNF. Posłużyliśmy się konkretnymi nazwiskami urzędników, łapówkami, nazwami firm. Wygląda na to, że Urząd Komisji Nadzoru Finansowego zdecydował się ukryć treść tych pytań przed opinią publiczną.

Nie odpowiedzieli?

Nie powiem ci, czy i co mi odpowiedzieli.

To jakaś ciuciubabka.

Niby obie strony obowiązuje tajemnica korespondencji, ale nie do końca. Reprezentujemy gazetę, oni instytucję publiczną. Obie strony nie powinny mieć nic do ukrycia przed opinią publiczną. Ale mają.

W czym więc rzecz?

Oni ukryli pytania, ja ukrywam odpowiedzi. Zgadzam się na zmowę milczenia, którą zaproponował UKNF, bo w tej konwencji ten urząd sam się pogrąża. Podejmuję rękawicę i z premedytacją utrzymuję stan napięcia, bo znam fakty, po ujawnieniu których nadzór finansowy rozpadnie się jak domek z kart.

O, zapowiadasz trzęsienie ziemi? Może przy okazji wreszcie wprowadzisz „Gazetę Bankową” do ZKDP i jej nakład będzie publicznie znany.

Nie mamy nic do ukrycia. Mam nadzieję, że „Gazeta Bankowa” niebawem wróci do ZKDP. Każda gazeta na rynku powinna tam być.

A może nie wpuszczono was na konferencję prasową, bo dotyczyła SKOK-ów, z którymi jesteście finansowo powiązani.

KNF w korespondencji z redakcją też uderzyła w ten ton.

Niesłusznie? Przecież „Gazetę Bankową” Fratria kupiła od spółki Apella, która obsługuje reklamowo SKOK-i. Od kwietnia 2006 roku wydawcą „GB” była spółka Media SKOK.

Mój tytuł jest kojarzony ze SKOK-ami, ale nie jest z nimi w żaden sposób powiązany kapitałowo. Nie udowodnisz mi tego. Mam wyciągi z KRS-u.

Maciej Krzysztoszek z UKNF tłumaczył, że udział w konferencji wymagał akredytacji, o którą nie wystąpiliście.

Po pierwsze, jak mogliśmy wystąpić o akredytację skoro nie otrzymaliśmy informacji o konferencji? Po drugie, równocześnie z moim dziennikarzem przyszedł na konferencję korespondent Reutersa. Nie był zaproszony, nie miał akredytacji, po prostu wpisał się na listę i wszedł. Setki razy jako dziennikarz tak wchodziłem. Nie rozumiem, na jakiej zasadzie dokonano selekcji. Z jakiego powodu dziennikarz Reutersa był ważniejszy? Wiem, że to jedna z największych agencji informacyjnych na świecie. Ale nasz dziennikarz też nie był anonimowy. Reprezentował najstarszą gazetę ekonomiczną w Polsce. Rozmawiałem z szefem Reutersa w Polsce, był to dla niego szok. Mówił, że nie wyobraża sobie czegoś takiego w cywilizowanym świecie. Ja też i dlatego uważam, że każdy dziennikarz, także z „Tygodnika Siedleckiego”, powinien być tam wpuszczony, bo UKNF jest urzędem publicznym.

Zaskarżyliście już tę decyzję do Izby Wywcdaów Prasy? Michał Karnowski zapowiadał, że odwoła się także do SDP.

Jeśli Michał zapowiedział, że podejmie jakieś kroki, to na pewno to zrobi. Ze swojej strony mogę zapewnić, że złożę w warszawskiej prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez UKNF, polegające na tłumieniu krytyki prasowej. Myślę, że gdy opublikujesz ten wywiad, dokument będzie już w drodze do prokuratury.

Jaką planujesz strategię rozwoju „Gazety Bankowej”? Zamierzasz nawiązać do jej przedwojennej tradycji?

Tak. Przed wojną była to po prostu gazeta ekonomiczna, nie związana ściśle z sektorem bankowym i finansowym. Chciałbym redagować gazetę gospodarczą, otwartą na szeroko pojęty świat biznesu i ekonomię. Oczywiście będziemy hołubić bankowość, ubezpieczenia, finanse i giełdę. Ten świat będzie naszym oczkiem w głowie, ale chcę poszerzyć formułę, wyjść z gazetą do ludzi. Zamierzam namówić wszystkie instytucje finansowe w Polsce, aby współpracowały z „Bankową” przy edukacji polskiego społeczeństwa. Wiem jak to zrobić.

Wspomniałeś mi, że zaledwie 5 proc. Polaków wie, na czym polega lokata czy jej oprocentowanie w banku.

W najbliższym numerze „Gazety Bankowej” będziemy mieli raport Fundacji Kronenberga. Dane są przerażające. Kiedy to przeczytałem, załamałem się. Przeczytam ci. Źródła informacji o oszczędzaniu. Skąd ludzie w Polsce czerpią wiedzę o oszczędzaniu? Na pierwszym miejscu: od znajomych i rodziny.

Edukują się na imieninach u cioci?

Tak. Ale idźmy dalej. Czym kierują się, lokując pieniądze w banku? Zdecydowana większość nie kieruje się wiedzą, tylko własną intuicją. Komu Polacy ufają, oszczędzając lub inwestując pieniądze? Odpowiedź: sobie. Dramat.

Przed wojną było inaczej?

Poczytaj sobie teksty z „Gazety Bankowej” sprzed wojny. Z ręką na sercu powiem, że połowy z nich nie rozumiem.

Z powodu archaicznego języka?

Nie. Są na tak wysokim poziomie, ich lektura wymaga specjalizacji. Ja ich nie rozumiem. A jednak ludzie to czytali, gazeta była bardzo poczytna.

Skoro tak trudne teksty, dlaczego zamierzasz je przedrukowywać?

Będę wybierał te bardziej zrozumiałe i ciekawe. Ale zakładam też, że spora grupa naszych czytelników to wybitni specjaliści i z przyjemnością zmierzą się z bardziej skomplikowaną materią. Tak czy inaczej, porównując stany świadomości ekonomicznej sprzed wojny i współcześnie, jedno jest pewne: komuna dokonała takiej wyrwy w głowach Polaków, przerwa w edukacji ekonomicznej była tak długa, że mamy do czynienia z klasycznym analfabetyzmem finansowym. Jesteśmy czwartym pokoleniem, które nie ma pojęcia o finansach, ekonomii, biznesie. Dlatego nasza gospodarka jest siermiężna, prymitywna, wulgarna.

Po Nagrodzie Watergate SDP środowisko zaliczyło cię do dziennikarzy śledczych.

Fajnie być tak postrzeganym i jeszcze raz wielki szacunek dla SDP za tak prestiżowe wyróżnienie. Ale teraz wszystkim muszę tłumaczyć, że wcale nie jestem dziennikarzem śledczym. Przecież ja nikogo nie śledzę, za nikim nie chodzę, nikogo nie podsłuchuję, nikogo nie prześwietlam. Po prostu opisuję brutalną rzeczywistość, która nas otacza. Jak normalny dziennikarz. Są dziennikarze muzyczni, polityczni, historyczni. Ja jestem dziennikarzem ekonomicznym i staram się wykonywać swój zawód uczciwie. Po prostu.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl